• Lectio divina na każdy dzień Wydawnictwo Homo Dei
    Kult Matki Bożej Nieustającej Pomocy, Płyta CD z pieśniami do MBNP
    Portal Kaznodziejski
    Peregrynacja relikwii św. Gerarda
  • Menu

    Śmierć o. Bernarda Łubieńskiego i świadectwa łask

    Wspominając 92. rocznicę śmierci czcigodnego sługi Bożego o. Bernarda Łubieńskiego, misjonarza redemptorysty, pragniemy przybliżyć opis ostatnich chwil jego życia i uroczystego pogrzebu oraz świadectwa o jego wstawiennictwie, zaczerpnięte z opublikowanej w 1946 r. książki o. Mariana Pirożyńskiego CSsR, pierwszego wicepostulatora sprawy jego beatyfikacji.

    Grób o. Bernarda Łubieńskiego w Warszawie

    Nadszedł wreszcie ostatni dzień, 10 września [1933]. Była to druga niedziela miesiąca, poświęcona w kościołach redemptorystów Matce Nieustającej Pomocy. Rano o godzinie wpół do siódmej dwaj bracia posadzili o. Łubieńskiego, zmęczonego nieprzespaną nocą, w fotelu. Sam umył sobie ręce i twarz i jeszcze według starego zwyczaju trzy razy głowę w wodzie zanurzył. Zaraz potem poprosił, żeby go do łóżka położyć. Przyjął Komunię świętą, wypił odrobinę wina i już przez cały dzień łóżka nie opuszczał, trzymając brewiarz w rękach. Nie mógł ani jeść, ani pić. Po południu połknął ledwie trzy łyżeczki wina. Na prośbę o. Prefekta chory pobłogosławił wszystkich współbraci, rodzinę, stowarzyszenie św. Wincentego a Paulo, istniejące przy kaplicy. Nie mógł prawie nic mówić.

    O godzinie wpół do dziesiątej wieczorem brat Jozafat pomógł mu podnieść się na posłaniu, dał do ucałowania krzyżyk i relikwie. Chory przeżegnał się wodą święconą i zaczął drzemać, pokasłując od czasu do czasu.

    Przez dwie godziny leżał bez ruchu z zamkniętymi oczyma i oddychał nieco szybciej, lecz spokojnie. Zdawało się, że śpi. Tymczasem była to agonia. Na dziesięć minut przed północą westchnął głębiej trzy razy i nagle ucichł. Oddech ustał. O. Łubieński już nie żył… Matka Nieustającej Pomocy zabrała do nieba duszę swego wiernego syna. Po południu zwłoki o. Bernarda ustawiono w rozmównicy na katafalku. Tłumy pobożnych cisnęły się do zmarłego, całując jego ręce i nogi, składając bukiety kwiatów, pocierając różańce i medaliki o ciało.

    Dnia 12 września rano przeniesiono zwłoki do kaplicy. O godzinie 10. ks. kardynał Kakowski odprawił Mszę żałobną, po Mszy ks. kanonik Choromański wygłosił kazanie.

    Potem ks. biskup [Mikołaj] Czarnecki, redemptorysta, odprawił egzekwie w obrządku wschodnim z udziałem chóru ojców bazylianów, a ks. kardynał w obrządku łacińskim. Kondukt do karawanu odprowadził ks. kardynał w asyście ks. arcybiskupa Galla i ks. biskupa Szlagowskiego. Po wyjściu na ulicę na czele konduktu stanął ks. biskup Czarnecki i poprowadził zwłoki na cmentarz wolski. Tutaj ostatnie modlitwy odmówił ks. arcybiskup Gall.

    Był to pierwszy pogrzeb kapłana redemptorysty w Warszawie od lat stu dwudziestu. Księży i osób zakonnych stawiło się około dwustu. Za trumną szedł pięciotysięczny tłum, nie licząc kilkunastu tysięcy uczestników, którzy na jakiś tylko czas do orszaku żałobnego się przyłączyli. Przyszli oddać ostatnią posługę swemu ojcu duchownemu ludzie ze wszystkich warstw społeczeństwa: biskupi, księża i zakonnice, hrabiowie, inteligencja i mieszczaństwo warszawskie, ale przeważała biedota, ubogi proletariat wolski. On ich tak dobrze rozumiał, umiał podnieść na duchu i pocieszyć, teraz oni ze łzami szczerego żalu odprowadzali na wieczny spoczynek swego najserdeczniejszego przyjaciela.

    W tym samym czasie dziwnym trafem współbracia zakonni zmarłego odprawiali misje w dwóch miejscowościach bliskich jego sercu: ojcowie z Warszawy pracowali w Cygowie, gdzie o. Łubieński przyjął pierwszą Komunię Świętą, ojcowie zaś z Krakowa byli na misji w Szewnej koło Ostrowca, gdzie o. Łubieński przebywał dwa lata jako chłopiec jeszcze i gdzie pracował na ostatniej swojej misji w r. 1922.

    Vox populi [głos ludu] uznał o. Łubieńskiego za świętego jeszcze za życia, ale szeptem i po cichu. Dopiero śmierć otworzyła usta wszystkim i już na głos, publicznie zaczęto sobie powtarzać, jakimi względami cieszył się u Boga i że należy mu się chwała, okazywana przez Kościół wybrańcom Bożym. Opinię całego społeczeństwa wyraził w mowie pogrzebowej ks. kanonik Choromański, kiedy wyrzekł słowa: „Mimo woli chcemy się modlić do o. Bernarda, bo ufamy, że już wszedł do wesela Pana swego!”.

    Manifestacyjny pogrzeb był zadatkiem chwały, jaką Bóg miał obdarzyć o. Łubieńskiego. Na wieść o jego śmierci posypały się listy i wspomnienia, przepojone uznaniem i wdzięcznością. Wśród nich na pierwszym miejscu należy wymienić pismo całego Episkopatu polskiego, nadesłane dnia 19 września 1933 przez ks. kardynała Kakowskiego:

    „Biskupi, zebrani na dorocznej konferencji w Częstochowie, przesyłają na ręce Przewielebnego Ojca Prowincjała Zakonu Ojców Redemptorystów wyrazy głębokiego żalu i współczucia z powodu zgonu śp. o. Bernarda Łubieńskiego. Cały Wasz Zakon, ale też i Polska cała katolicka poniosła przez śmierć jego niepowetowaną stratę. Umarł bowiem wielkich i nieocenionych zasług Zakonnik, w powszechnym pojęciu święty: in odore sanctitatis [w opinii świętości]. Umarł kapłan wierny, który według Serca Bożego i według myśli Bożej czynił (1Krl 11,35). Umarł misjonarz, apostoł Polski, po wszystkich bowiem dzielnicach naszego kraju rozlegał się jego głos natchniony przez lat kilkadziesiąt, wszystkie warstwy społeczeństwa naszego korzystały z jego żarliwej pracy w konfesjonale i na ambonie. Był przykładem w mowie, w obcowaniu, w miłości, w wierze, w czystości (lTm 4,12). Wdzięcznie wspominamy rekolekcje, w których nam przewodniczył w Gnieźnie. Aleksander kard. Kakowski”.

    W kilka dni później ks. biskup Lisowski zapytał się podczas rozmowy z dwoma redemptorystami, kiedy ojcowie rozpoczną proces kanonizacyjny o. Łubieńskiego. Podobne zdanie wypowiadali wszyscy inni polscy księża biskupi, a z nimi razem zwykli kapłani, zakonnicy i zakonnice. Matka Maria Karłowska, kończąc swój list sprawozdawczy o ojcu Łubieńskim, pisze: „O. Bernard musi stanąć na ołtarzu”.

    Spośród głosów świeckich zasługuje na przytoczenie piękny list Ignacego Dembowskiego, byłego starosty w Mościskach, który na wieść o śmierci o. Łubieńskiego pisze dnia 17 września 1933 do o. Rektora klasztoru w Warszawie:

    „Wiadomość o śmierci śp. o. Bernarda odczułem głęboko a boleśnie. Przeniosła ona moją myśl w odległe, do końca ubiegłego wieku sięgające lata, kiedy to przed podjęciem pracy w naczelnej Magistraturze Szkolnej byłej Galicji, sprawując urząd starosty w Mościskach, miałem zaszczyt i szczęście poznać tego Męża Bożego i patrzeć z nieustającym podziwem na jego niezmordowaną, wobec stanu zdrowia rzec można męczeńską pracę w winnicy Pańskiej. I nieraz sobie mówiłem, że jeżeli mi jest dane na tej ziemi znać jednego człowieka Świętego, to tym Świętym nie może być nikt inny, jak o. Bernard.

    Więc choć tak długi okres czasu dzieli mnie od owych lat i niezatartych wspomnień, choć niemal granic dni ludzkich docierający wiek Zgasłego każe zrozumieć, że był mu już czas pójść do nieba po nagrodę swego apostolskiego znoju, smutno pomyśleć, że ziemia utraciła tak wspaniałą, świetlaną postać. A ja, pamiętny błogich chwil obcowania z tym wielkim Mężem słowa i czynu, nie umiałem się oprzeć odruchowi serca, aby dotkniętemu tą stratą Zgromadzeniu przesłać tych parę słabych słów najgłębszej czci i gorącego współczucia.  Ignacy Dembowski, b. Prezydent Rady Szkolnej Krajowej”.

    Listy nadsyłane nie wyrażały oczywiście wszystkich uczuć, jakie o. Łubieński zostawił po sobie w sercach ludzkich. Ileż osób nie przypuszczało nawet, że kogoś może interesować ich znajomość ze zmarłym. A iluż było takich, że nie potrafiliby przelać na papier tego, co w sercu czuli! Zresztą, olbrzymia większość tych, dla których o. Łubieński pracował, już dawno była w grobie… Ci, co go przeżyli, stanowili zaledwie drobną cząstkę jego dzieci duchowych. Mimo to, jakże wiele ich jeszcze było!

    Opinia o świętości zmarłego była tak silna, że zaczęto wzywać jego wstawiennictwa, gdy chodziło o wyproszenie sobie jakiejś wyjątkowej łaski.

    Przy grobie czcigodnego sługi Bożego

    S. Marta Józefowska ze Zgromadzenia Rodziny Maryi cierpiała od pięciu lat na kamienie żółciowe. Bolesne ataki często się powtarzające trwały po kilka godzin, ostatnio nawet po dwa i trzy dni. Lekarze specjaliści orzekli, że konieczna jest natychmiastowa operacja. Jednakowoż chora nie chciała się poddać operacji i wolała śmierć, niż lancet chirurga. W tym właśnie czasie umarł o. Łubieński.

    Siostra Marta udała się do kaplicy na ul. Karolkowej, gdzie się znajdowały zwłoki, ucałowała z wiarą stopy zmarłego i wzięła kilka płatków róży z trumny. Wróciwszy do domu, przyłożyła przed spaniem płatki różane do miejsc najwięcej obolałych, mając głębokie przekonanie, że modlitwa jej w imię zasług o. Łubieńskiego będzie wysłuchana, tym bardziej że przełożona dała jej rozkaz, by o zdrowie się modliła.

    Nazajutrz rano po obudzeniu się poczuła tak dotkliwy ból, że była pewna bliskiej śmierci. Stało się inaczej – nastąpiło zupełne uleczenie. Zaraz po Mszy świętej s. Marta oznajmiła o wszystkim przełożonej, która taką jej radę dała: – Niech siostra podziękuje o. Bernardowi za zdrowie i nie omieszka podać do publicznej wiadomości otrzymaną łaskę.

    Lecz s. Marta pragnęła się upewnić co do stanu swego zdrowia. Zbyt wielka i raptowna zmiana dokonała się w jej organizmie w ciągu jednej nocy, by nie doznawała obaw, że ataki się powtórzą. Wreszcie po dziesięciu latach, dowiedziawszy się, że ojcowie redemptoryści zbierają materiały do życiorysu o. Łubieńskiego, postanowiła donieść o swym cudownym  zaiste uzdrowieniu, dodając, że przez ubiegłe dziesięć lat, mimo że nie zachowywała żadnej diety, atak kamieni żółciowych nie powtórzył się ani razu.

    WIĘCEJ: Strona poświęcona ojcu Bernardowi

    W roku 1936 w numerze październikowym „Chorągwi Maryi” (Kraków) p. B. Graszewski z Grudziądza podał do publicznej wiadomości:

    „Syn nasz Henryk zachorował na zapalenie opon mózgowych. Lekarz oświadczył, że choroba jest niebezpieczna i nie ma nadziei na wyleczenie. Wówczas zwróciliśmy się z prośbą do Matki Boskiej Nieustającej Pomocy za przyczyną o. Bernarda Łubieńskiego i złożyliśmy ofiarę na Mszę świętą. Choroba trwała dziewięć tygodni, po czym wbrew przewidywaniom lekarzy dziecko wróciło całkowicie do zdrowia”. I jeszcze w wielu innych wypadkach Pan Bóg w zadziwiający, niekiedy wprost cudowny sposób, dał poznać, jak sobie ceni modlitwy zanoszone w imię Jego apostoła i wiernego sługi, o. Bernarda Łubieńskiego. A chociaż liczba tych, co go znali osobiście, topnieje coraz bardziej, nowemu pokoleniu wystarcza krótka wzmianka o nim, by nabrać zaufania w jego przyczynę u Boga i w modlitwach swych na niego się powoływać. Możemy więc ufać, że potężny prąd modlitw, płynący do tronu Bożego w imię o. Bernarda nie osłabnie i póty płynąć będzie, aż Polska doczeka się chwili, w której nieomylny wyrok Kościoła uzna go za świętego!

    o. Marian Pirożyński CSsR, o. Bernard Łubieński (1846-1933), s. 219-220, 276-279

    *****

    W 1982 r. dokonano ekshumacji śmiertelnych szczątków o. Bernarda Łubieńskiego, które spoczywały na cmentarzu wolskim w Warszawie. Przeniesiono je wtedy do kościoła redemptorystów pw. św. Klemensa Hofbauera przy ul. Karolkowej 49, gdzie obecnie znajdują się w marmurowym sarkofagu pod chórem. Od wielu lat podejmowane są różne starania, by zapoznać jak najszerzej społeczeństwo polskie z tą piękną postacią, by szerzyć kult o. Bernarda i prosić Boga, aby wsławił swego sługę cudami, a następnie dekretem Stolicy Apostolskiej wyniósł na ołtarze. Zachęcamy do włączenia się we wspieranie tych starań.

    Świadectwa o łaskach otrzymanych za jego przyczyną prosimy zgłaszać do wicepostulatora sprawy beatyfikacji na adres:

    o. Sylwester Cabała, ul. Karolkowa 49, 01-203 Warszawa

    e-mail: o.bernard@redemptor.pl

    *****

    MODLITWA O UPROSZENIE ŁASK ZA PRZYCZYNĄ SŁUGI BOŻEGO O. BERNARDA ŁUBIEŃSKIEGO ORAZ O JEGO BEATYFIKACJĘ

    Boże, który Sługę Twego, Bernarda, obdarzyłeś apostolskim zapałem i mocą ducha w niesieniu krzyża, spraw prosimy, aby ten, który dla prowadzenia ludzi do Królestwa Prawdy i Miłości oddał całe swoje życie, doznawał czci świętych wśród wiernych Twojego Kościoła i był naszym orędownikiem u Ciebie. Udziel nam za jego przyczyną łaski …, której obecnie szczególnie potrzebujemy. Prosimy Cię o to przez Chrystusa Pana naszego. Amen.

    Udostępnij