• Portal Kaznodziejski
    Rekolekcje i wypoczynek – CADR i Scala W górach i nad morzem
    Charyzmat i duchowość
    Pomoc Ukrainie
  • Menu

    Adwent na syberyjskiej Północy

    Samolot powoli zniża lot, a dotąd jaskrawie świecące słońce chowa się w gęstych chmurach i po paru sekundach przebijamy się przez obłoki i widzimy już ciemne kontury tajgi. Miejscami, gdzie drzew mniej, przebija się błyszcząca biel śniegu. Lądujemy. Spokojnie i precyzyjnie. Zawsze podziwiam pilotów, jak muskają ziemię łagodnym dotknięciem. Wychodzimy z samolotu. Ogromna większość pasażerów to robotnicy. Przybywają tu z całej Rosji, by pracować przy wydobyciu ropy.

    Surgut – miasto ludzi północy. I katolików wśród nich nie brakuje. Od kilku lat w tym mieście jest piękny kościół. Święty Józef Robotnik, patron parafii, bardzo wpisuje się w ducha tych surowych miejsc. Szybki obiad u sióstr od Aniołów, chwila odpoczynku i idziemy do kościoła na rozpoczęcie rekolekcji adwentowych w tym 2021 roku. Ludzie po pracy, często od razu idą do kościoła. Zbiera się spora grupa.

    Temat rekolekcji ważny – synod. W ciągu kilku dni proponuję, by wspólnie spojrzeć na naszą, miejscową historię Kościoła. Dar 30 lat wolności religijnej, to czas wiekiego Bożego błogosławieństwa, czas odrodzenia wielu wspólnot, budowy i odzyskiwania kościołów. Wiele dobra i wysłuchanych modlitw. Przyszła też pora refleksji nad obecną sytuacją i planami na przyszłość z otwartością na Ducha Świętego i Jego  natchnienia.

    Parafia w Rosji to nie tylko wspólna modlitwa. Po Mszy świętej zazwyczaj wspólnota spotyka się na kawie, herbacie, a każdy przynosi coś do wspólnego stołu. Surgut nie jest wyjątkiem. Te spotkania są bardzo ważne dla każdej wspólnoty, bo integrują, parafię jeszcze bardziej czynią wspólnym domem.

    W Surgucie rekolekcje trwają do niedzieli. Ale parafia to nie tylko jeden kościół. Tak jak większość z nas tu w Rosji, ks. Marek Jaśkowski posługuje w kilku miejscach. Sam żartuje, że jest proboszczem najwiekszej (terytorialnie) parafii na świecie. W poniedziałek wyruszamy do najbliższych wspólnot. Jedna z nich znajduje się w Nojabrsku. Pakujemy samochód wszystkim, co potrzebne, na parę dni. Siostry Anna i Joanna, nasze Anioły, zabierają nam na drogę i jedzenie. Obowiązkowy ekwipunek, to jeszcze termos, a w nim aromatyczna kawa – jakże bez kawy w taką dal?

    Wyjeżdżamy za miasto i droga wdziera się w bezkresny las. Z każdym kilometrem na północ lasy stają się coraz rzadsze. Smukłe jodły i świerki zmieniają się w wychudle kikuty, wyschłe i zmarznięte. Z każdą minutą odkrywają przed nami śnieżną pustynię.

    Ludzie przybyli tu, by wydobywać z ziemi ropę i gaz. Na przestrzeni ponad 300 km nie ma przy drodze żadnej miejscowości. Tylko co parę kilometrów pojawiają się drogowskazy dla robotników – beznamiętne cyfry pokazują zjazd na kolejne miejsce wydobycia ropy.

    Docieramy po prawie 5 godzinach na miejsce. Jest tu kaplica w bloku mieszkalnym. Przechodniom widoczny jest witraż w oknie mieszkania, gdzie znajduję się kaplica.  Powoli schodzą się parafianie. Dziś będzie Msza św i konferencja. Zawsze z zachwytem patrzę na tych, co przychodzą. Tylko jeden Bóg wie, jak znaleźli to miejsce. Jak szukali Boga, jak starali się, by ksiądz choć raz w miesiącu mógł do nich przyjechać.

    Cieszy, że wśród parafian jest wielu mężczyzn i młodych rodzin. A przylgnęło do nas, że u nas tylko babuszki.

    Dwa dni w Nojabrsku. Po porannej kawie z ks. Markiem i siostrami postanawiam wybrać się na spacer po mieście. Termometr pokazuje -36, ale to nie jest najniższa temperatura, jaką na Syberii widziałem. Pożyczam od ks. Marka jego kurtkę (moja się nie nadaje na takie spacerki) i ruszam. Sybirakiem widocznie jestem jeszcze niedoświadczonym, bo marznę do szpiku kości w parę minut. Odwiedzam po drodze wszystkie sklepy, nie żeby coś kupić, ale się zagrzać. A ludzie obok spokojnie idą, wypuszczając kłęby pary. Ratuję się szybkim powrotem i gorącą herbatą z imbirem, miodem i cytryną. Parafianie przynoszą nam jedzenie. Dbają o swojego księdza i siostry.

    Rano jeszcze roraty z kazaniem, potem konferencja. No i kawa. Kto nie śpieszy się do pracy, jeszcze z nami zostaje.

    Potem wyruszamy do nastepnej wspólnoty, do Kogylym. Jeszcze jedno tutejsze miasto, a w nim wieczorem będzie Msza św. Wyjeżdżamy w południe. Słońce które wstało 2 godziny temu szybko przesuwa się tuż nad horyzontem – za 2 godziny znowu się schowa w pustyni śniegu, pogrążając świat w mroku. W światłach reflektorów migają  jaskrawie płatki śniegu. Na niebie księżyc, prawie pełnia. Jak gwiazda betlejemska prowadzi nas do domu.

    Bogu niech będzie chwała za ten czas.

    o. Paweł Jurkowski CSsR, Kemerowo, Syberia, Rosja; fot. własne

    Udostępnij