• Rekolekcje i wypoczynek – CADR i Scala W górach i nad morzem
    Portal Kaznodziejski
    Lectio divina na każdy dzień Wydawnictwo Homo Dei
    Kult Matki Bożej Nieustającej Pomocy, Płyta CD z pieśniami do MBNP
  • Menu

    5. WIELKI MISJONARZ

    W kolejnym odcinku naszego cyklu poświęconego o. Bernardowi, dowiemy się, jak prowadził on misje ludowe, jakie stosował metody głoszenia Ewangelii i środki wyrazu. Poznamy też tych, którzy pomagali mu w prowadzeniu prac misyjnych na szerokiej niwie Kościoła.

     

    5. WIELKI MISJONARZ

    O. Bernard jako misjonarz ludowy

    O. Bernard Łubieński był przede wszystkim znakomitym misjonarzem ludowym. Posiadał bez wątpienia wielki charyzmat kaznodziejski, stając na ambonie rządził sercami i sumieniami słuchaczy. Gdy czyta się jego kazania, a raczej szkice i notatki do kazań, nie wyczuwa się ich wysokiej klasy oratorskiej. Kazania o. Łubieńskiego nigdy nie były mowami napisanymi w całości, wyuczonymi na pamięć i wygłoszonymi po mistrzowsku. Odnosi się wrażenie, że o. Bernard mówił co innego niż sobie naszkicował. On chyba wpadał w jakiś trans misjonarski i działał nie tylko swoim mocnym, męskim głosem, nie tylko oryginalnością postawy fizycznej „kulawego” misjonarza, ale jeszcze czymś więcej, mianowicie szczególnym, Bożym charyzmatem. O. Bernard miał na pewno ogromny talent kaznodziejski. Wspaniała fantazja pomagała mu uplastyczniać kazania, wprost malować obrazy, które ilustrowały poruszane tematy. Pomawiano go nawet o zdolności hipnotyczne. Jednak wspaniałe skutki jego kazań, niezwykłe nawrócenia każą dopatrywać się w tym wszystkim charyzmatu Ducha Świętego.

    O. Bernard był faktycznie kaleką. Po chorobie przebytej w 39. roku życia został częściowo sparaliżowany i w poruszaniu musiał podpierać się laską. Wprawdzie usilne zabiegi lekarskie i różne kąpiele w uzdrowiskach polepszyły jego sytuację zdrowotną, ale niedowład nóg pozostał mu już jako stałe kalectwo, które znosił cierpliwie i z pogodą ducha aż do śmierci, czyli dokładnie przez 48 lat. On sam raczej nie zdawał sobie sprawy, jakie wrażenie wywierał na zgromadzonych w kościele sam trud, z jakim wstępował na ambonę, jak uderzenia laską o schody kruszyły serce niejednego grzesznika i usposabiały do słuchania Słowa Bożego. A gdy już wyszedł na ambonę, mówił tak porywająco, że ludzie słuchali z zapartym tchem, by nawet jednego słowa nie uronić. Byli po prostu porywani w inną rzeczywistość. O. Bernard jakby oglądał na własne oczy głoszone prawdy, a jego wiara i bezwzględne przekonanie udzielały się słuchaczom. Kto posłyszał bodaj raz przejmujące wołanie: „Ludu, nie grzesz!”, ten nie zapomniał go już do końca życia. Wokół misji prowadzonych przez o. Bernarda urosły ciekawe legendy, ale zdarzały się również prawdziwe wydarzenia, które można by postawić przynajmniej na pograniczu nadprzyrodzoności. Największe wrażenie sprawiały kazania o prawdach wiecznych, zwłaszcza o sądzie, dalej o miłości Pana Jezusa w Najświętszym Sakramencie i o Matce Bożej. Kazania na powyższe tematy rzeczywiście wstrząsały ludźmi do głębi i prowadziły ich do szczerego nawrócenia.

    Podczas misji w Warszawie

    Swymi misjami ogarnął o. Łubieński całą Polskę, a szczytową formę osiągnął w dwudziestoleciu przed I wojną światową. Liczba głoszonych przez niego misji łącznie z renowacjami przekracza trzysta. Ogromna większość to były misje udane, nadające życiu danych parafii jakieś nowe, Boże oblicze, ale zdarzały się niekiedy misje z przeciętnym czy nawet słabym wynikiem. Sam o. Łubieński wspomina o tym w kronikach klasztoru, z którego aktualnie na misje wyjeżdżał.

    O. Bernard rzecz jasna nie polegał na swoim talencie czy charyzmacie misjonarskim, ale szukał usilnie pomocy z góry. Czynił to zwłaszcza wtedy, gdy misja zapowiadała się ciężko. Miał zwyczaj zabierać ze sobą obraz Matki Bożej Nieustającej Pomocy i zaraz na początku misji przeprowadzać jego uroczystą intronizację w kościele, łącznie z oddaniem w opiekę Matki Najświętszej całej pracy misyjnej. Matka Boża nie pozostawała dłużna i wyjednywała danej parafii prawdziwe cuda Bożej łaski. Słynną stała się misja przeprowadzona przez o. Bernarda w galicyjskim mieście Borysławiu. Ze względu na zepsucie moralne i wielką obojętność ludzi na sprawy religijne nazywano to miasto „galicyjskim piekłem”. Na około 10 tysięcy mieszkańców większość stanowili Żydzi, a katolicy nie dość że obojętni religijnie, byli jeszcze ogarnięci wpływem idei lewicowych. Zaraz na początku misji wystawiono uroczyście obraz Matki Bożej Nieustającej Pomocy, oddano Jej w opiekę całą parafię i skutki okazały się wprost nadzwyczajne. Misja w Borysławiu, przed którą życzliwi kapłani przestrzegali redemptorystów, stała się wielkim tryumfem łaski Bożej.

    O. Łubieński używał różnych misjonarskich metod, ale unikał wszelkiej sztucznej teatralności. Wszystko było u niego bardzo poważne i Boże. Umiał też opanować tłum, gdy ten pod wpływem doznanego przeżycia popadał niekiedy w jakiś rodzaj zbiorowej religijnej histerii. Pod koniec kazania o piekle głoszonego na misji w katedrze kieleckiej, w którym o. Łubieński plastycznie przedstawił nieszczęście duszy odrzuconej od Boga, powstał w kościele taki lament, płacz i przeraźliwy zgiełk, że nie słychać było już w ogóle słów misjonarza. Wówczas o. Bernard przerwał na chwilę, a gdy napięcie trochę opadło, zawołał mocno: „Uspokójcie się, ludzie! Przestańcie płakać! Przecież to jeszcze nie piekło! To dopiero Kielce!”. Interwencja pomogła i można było spokojnie dokończyć kazania i nabożeństwa misyjnego. Pozostało jednak niezatarte wrażenie u wszystkich uczestników.

    O. Bernard z młodymi misjonarzami

    Misje parafialne stanowią po dziś dzień najbardziej charakterystyczną formę pracy redemptorystów w Kościele. Nie są one obecnie tak wstrząsające jak misje o. Łubieńskiego, ale przynoszą w dalszym ciągu dla tych, którzy szczerze w nich uczestniczą, prawdziwie zbawienne skutki. Prośmy dziś Boga przez wstawiennictwo Matki Najświętszej i o. Bernarda, by łaska Boża towarzyszyła nadal pracom misyjnym wszystkich redemptorystów. A kiedy krzyże misyjne będą powoli wysuwać się z rąk steranych pracą weteranów, niechaj nie zabraknie rąk młodych, które te krzyże pochwycą i pójdą naprzód, by pracować z zapałem na misyjnej niwie Kościoła Chrystusowego.

    opr. o. Stanisław Stańczyk CSsR, o. Sylwester Cabała CSsR

     

    MODLITWA O UPROSZENIE ŁASK ZA PRZYCZYNĄ CZIGODNEGO SŁUGI BOŻEGO O. BERNARDA ŁUBIEŃSKIEGO ORAZ O JEGO BEATYFIKACJĘ

    Boże, który Sługę Twego, Bernarda, obdarzyłeś apostolskim zapałem i mocą ducha w niesieniu krzyża, spraw prosimy, aby ten, który dla prowadzenia ludzi do Królestwa Prawdy i Miłości oddał całe swoje życie, doznawał czci świętych wśród wiernych Twojego Kościoła i był naszym orędownikiem u Ciebie. Udziel nam za jego przyczyną łaski …, której obecnie szczególnie potrzebujemy. Prosimy Cię o to przez Chrystusa, Pana naszego. Amen.

    Udostępnij