Wakacyjne rekolekcje oazowe z redemptorystami 2016
Podczas wakacji – 0d 1 do 17 lipca 2016r. – już tradycyjnie, w Łomnicy Zdrój w Beskidzie Sądeckim, dzieci i młodzież należąca do Ruchu Światło – Życie i działająca w naszych redemptorystowskich parafiach w całej Polsce przeżywała rekolekcje, będące uwieńczeniem rocznej formacji duchowej i intelektualnej. W Roku Miłosierdzia w rekolekcjach wzięło udział rekordowa liczba bo aż 80 osób!, z czego 28 chłopców (już dawno takiej liczby uczestników na rekolekcjach nie było).
Wszyscy podzieleni zostali na trzy grupy wiekowe i formacyjne.
Pierwsza grupa to Oaza Nowej Drogi, którą prowadził o. Bogusław Nawracaj CSsR z Elbląga wspierany animatorkami: Karoliną, Kasią, Angeliką, Asią i Sylwią. Uczestnikami byli dzieci ostatniej klasy szkoły podstawowej oraz młodzi, chodzący do pierwszej i drugiej klasy gimnazjum. Drugą grupą byli młodzi, którzy zakończyli w tym roku edukację w gimnazjum oraz starsi, którzy chcieli przeżyć I stopień Oazy Żywego Kościoła. Przewodził tej grupie o. Maciej Plewka CSsR z Krakowa, moderator prowicjalny, wspierany przez animatorów: Kacpra, Martina oraz Hanię, Dagmarę i Anię. Natomiast trzecią grupą była młodzież ucząca się już w szkole średniej, a która w ubiegłym roku pomyślnie i owocnie przeżyła rekolekcje I stopnia i teraz przeżywała swój II stopień Oazy Nowego Życia. Przewodnikiem był o. Marek Krzyżkowski CSsR ze Szczecina wspierany animatorami: Julitą oraz br. Michałem Zielińskim – postulantem i wychowankiem naszej redemptorystowskiej oazy.
Uczestnicy rekolekcji wspierani przez moderatorów i animatorów przeżywali ten czas we wspólnocie, złożonej z tak wielu uczestników z następujących naszych parafii: Elbląga, Torunia, Szczecinka, Głogowa, Gliwic, Krakowa, Skarżyska-Kamiennej, Tuchowa i Szczecina. Cieszymy się, że nowe wspólnoty założone w ostatnim czasie (Szczecinek, Szczecin) rozwijają się, rosną duchowo i liczebnie. Bóg zapłać o. Markowi Krzyżkowskiemu, który zainicjował powstanie tych dwóch wspólnot.
Wszyscy przeżywaliśmy rekolekcje w oparciu o materiały formacyjne opracowane przez Sługi Bożego ks. Franciszka Blachnickiego, przeżywając tajemnice radosne, bolesne i chwalebne różańca św. Plan dnia wyglądał następująco i zasadniczo nie zmieniał się:
8:00 – Jutrznia
8:30 – śniadanie
9:45 – odprawa animatorów
10:00 – Ewangeliczna Rewizja Życia (spotkanie w grupach z animatorem)
11:15 – szkoła śpiewu i przygotowanie liturgii
12:00 – Eucharystia z konferencją
13:15 – obiad
15:30 – Wyprawa otwartych oczu (spotkanie w grupach z animatorem) – OND, I ONŻ
Celebracja słowa Bożego – II ONŻ
16:30 – namiot spotkania
17:30 – szkoła liturgii / szkoła modlitwy
18:30 – kolacja
19:00 – spotkanie animatorskie
20:00 – Wieczór pogodny
21:15 – modlitwa na zakończenie dnia
Dni o tajemnicach radosnych, były czasem wejścia w rytm rekolekcyjny, ale także i duchowy. Z ważniejszych wydarzeń wspomnieć należy nabożeństwo pokutne połączone z adoracją Najświętszego Sakramentu i możliwością sakramentu pokuty i pojednania. W dzień wspomnienia 3 tajemnicy radosnej – Bożego Narodzenia – we wspólnocie składaliśmy sobie życzenia i łamaliśmy się opłatkiem, a w czasie wieczoru pogodnego na sali gimnastycznej śpiewaliśmy kolędy. Czwarty dzień rekolekcji to dla I stopnia oazy bardzo ważny dzień – wybranie Jezusa na Pana i Zbawiciela. Do tych decyzji i do nabożeństwa przygotowywaliśmy się przez wcześniejsze dni. Nabożeństwo rozpoczęło się w godzinach popołudniowych i trwało prawie 3 godziny.
Kolejne pięć dni rekolekcji to przeżywanie tajemnic bolesnych. W tym czasie staraliśmy się prowadzić życie w skupieniu, milczeniu i modlitwie. Wielu uczestników dobrowolnie wyłączyło swoje telefony i oddało w depozyt moderatorom. Chcieli w ten sposób odłączyć się od świata zewnętrznego i jeszcze bardziej zbliżyć się do Jezusa i do drugiego człowieka. Ponadto wszystkie posiłki staraliśmy się spożywać w milczeniu. W tym okresie wieczorami przeżywaliśmy różne nabożeństwa: adorację Najświętszego Sakramentu, adorację krzyża, nabożeństwo „mandatum”, drogę krzyżową. Uwieńczeniem tych dni pokutnych było nocne nabożeństwo Paschy dla II stopnia ONŻ i dla wszystkich oazowiczów Msza św. o wschodzie słońca na górze Kicarz.
Ostatnie dni rekolekcyjne to tajemnice chwalebne i powolne uwieńczenie tych dni. 13 dnia rekolekcji, kiedy przeżywamy Zesłanie Ducha św., uczestniczyliśmy razem z innymi oazami w Dniu Wspólnoty w Krościenku. Było nas tam łączenie ok. 2 tys. osób. Tam mogliśmy dzielić się radością, z tego, że jesteśmy dziećmi Bożymi niezależnie od wieku, stanu i powołania, a także przedstawiliśmy naszą bardzo liczną oazę redemptorystowską. Uwieńczeniem tego spotkania była Eucharystia, której przewodniczył ks. bp Henryk Ciereszko z Białegostoku łącznie z ok. 50 kapłanami. Po Eucharystii uczestniczyliśmy w nabożeństwie „Godzina Odpowiedzialności i Misji” w czasie której bardzo wielu z nas złożyło na ołtarzu deklarację Krucjaty Wyzwolenia Człowieka, a co za tym idzie wstrzemięźliwości od napojów alkoholowych. Podczas tego nabożeństwa namacalnie doświadczyliśmy działania Ducha św. Chwała Panu za te doświadczenie i świadectwo odwagi i męstwa wielu młodych ludzi. Niech Maryja wspiera ich w walce z pokusa.
Ostatniego dnia rekolekcji, już w Łomnicy podczas nabożeństwa „Godzina świadectw” dzieliliśmy się ze wspólnotą tym, co przeżyliśmy podczas tych dni, tym co było piękne i przede wszystkim tym, co Jezus dokonał w naszych sercach.
WIĘCEJ: Fanpage Oazy Redemptorystowskiej na Facebooku
Poniżej kilka świadectw uczestników rekolekcji:
Na oazie byłam pierwszy raz. Chociaż już kiedyś byłam na kilku rekolekcjach trzydniowych z mamą w Lubaszowej. Na rekolekcjach najbardziej poruszyła mnie adoracja Pana Jezusa w kaplicy w Marianum. Nie umiem opisać tego co tam czułam. Ale mogę powiedzieć, że na pewno to było wspaniałe uczucie. Poczułam bliskość Boga i Ducha Świętego. Nigdy nie płakałam na adoracjach. Nie wiem czemu. Najprawdopodobniej nie czułam „tego czegoś”. Właśnie dlatego bardzo byłam zdziwiona, że mimowolnie łzy spływały po moich policzkach. Nie umiałam tego powstrzymać chociaż bardzo chciałam. Nadal tego nie pojmuje. Wszystko się zmieniło od tej adoracji. Jestem pewna że nigdy nie zapomnę co tam się wydarzyło. Od najmłodszych lat uczono mnie że trzeba chodzić do kościoła co niedzielę, wierzyć w Boga, modlić się rano i wieczorem. Robiłam to z monotonności, bo musiałam, z przyzwyczajenia. Nie chodziłam do kościoła żeby spotkać się z Bogiem tylko dlatego, że mama mi kazała. Zrozumiałam to właśnie na tej adoracji. Wszystko się zmieniło od tego momentu. Teraz chodzę do kościoła na modlitwę z Panem Bogiem i bardzo się z tego cieszę. Te rekolekcje wiele zmieniły w moim życiu, oczywiście na lepsze. Cieszę się że mogłam ten czas spędzić z tak wspaniałymi ludźmi. Mam nadzieję że się jeszcze spotkamy. I za to wszystko – Chwała Panu!!!
Karolina, lat 13 – Tuchów, OND
*
Były to moje drugie rekolekcje. Jechałam do Łomnicy ze stwierdzeniem, że nic mnie nie może zaskoczyć. Przeżyłam rekolekcje w zeszłym roku, to i w tym jakoś będzie. Przez pierwsze 5 dni tak było, ale potem zaczęło mnie to niecierpliwić, że nic się nie dzieje, że nie umiem wejść w klimat tych rekolekcji. Chciałam dostać jakiś znak, utwierdzający mnie w tym że dobrze zrobiłam że tu jestem. I nie musiałam długo czekać. Kolejnego dnia podczas jutrzni otworzyłam brewiarz na modlitwie wiernych i zobaczyłam jedną z próśb. Brzmiała ona tak: „Udziel nam hojnie darów cierpliwości, łagodności i pokory”. Od tamtego momentu wszystko się zmieniło: nastawienie do rekolekcji, zaangażowanie w liturgie czy adoracje. Kolejnym ważnym dla mnie momentem był Dzień Wspólnoty w Krościenku, a konkretniej moment składania deklaracji Krucjaty Wyzwolenia Człowieka. Kiedy sama miałam wątpliwości czy ją podpisać, później złożyć na ołtarzu. W końcu czy dam radę wytrwać w niej nie spożywając nawet odrobiny alkoholu oraz modląc się za osoby uwikłane w ten nałóg, rozglądnęłam się wokoło i zobaczyłam, że Krucjatę podpisują osoby, które mają w tym roku osiemnaste urodziny, studniówki czy po prostu są już pełnoletni i mogą iść na imprezy. Skoro oni mogą i podejmują się takiego wyzwania, to czemu ja nie mogę spróbować? Dostałam wtedy kolejny dowód na to, że Duch Święty przemawia przez tych ludzi i po coś konkretnego stawia ich na mojej drodze. Rekolekcje uważam za bardzo owocne i czekam na kolejne!
Kasia, lat 15 – Kraków, OND
*
Mam na imię Krzysztof. Po raz trzeci uczestniczyłem w rekolekcjach oazowych Ruchu Światło Życie w Łomnicy Zdroju. Przewodnią myślą tegorocznych rekolekcji była „Nasza więź z Bogiem, Matką Bożą i ludźmi. Codziennie uczestniczyliśmy w Eucharystii, Liturgii Godzin i rozważaniach Pisma Świętego. Kontemplowaliśmy Słowo Boże w naturze i zastanawialiśmy się nad realizacją Słowa Bożego w codziennym życiu i wprowadzania Go w relacjach z innymi ludźmi.
Każdy dzień poświęcony był jednej tajemnicy różańca. Najpiękniejszym przeżyciem był dla mnie dzień poświęcony Tajemnicy Zmartwychwstania. Tego dnia wyszliśmy o świcie na wzgórze, gdzie uczestniczyliśmy we Mszy Świętej, jako Tajemnicy Zmartwychwstania. Pod koniec rekolekcji przystąpiłem po raz kolejny do Krucjaty Wyzwolenia Człowieka.
W czasie tego okresu spotkałem wspaniałych ludzi, z naszych wspólnot oazowych z całej Polski, z niektórymi z nich spotkam się również podczas Światowych Dni Młodzieży. Z niecierpliwością oczekuję na następne rekolekcje, które pomogą mi bardziej poznać Jezusa i zbliżyć się do drugiego człowieka. Chwała Panu!
Krzysztof, lat 15 – Kraków, OND
*
Oaza. Co to właściwie jest? Gdy poproszono mnie o napisanie świadectwa sam zacząłem się bardziej zastanawiać, czym były dla mnie te cudowne dwa tygodnie spędzone daleko od domu, w górach, wśród nowo poznanych ludzi, w obecności Boga.
Pamiętam doskonale drogę w ulewie, w przeciekającym autobusie, z bratem, resztą oazy głogowskiej i skromną oazą szczecińską razem z ojcem Markiem. Na miejscu deszcz dalej od nas nie odstępował. Pierwszy raz w życiu pokonałem drogę w górę do Marianum, głównego ośrodka rekolekcji. Idąc w górę po betonowej drodze, zdałem sobie sprawę, że w końcu jestem tutaj, w Łomnicy, w tej Łomnicy, o której tyle słyszałem, o której tyle było mówione przez ostatnie pół roku. Jestem tutaj. I co dalej? Czy spotkam tu Boga, Tego, dla którego tu przyjechałem? Czy jestem w stanie dobrze przeżyć ten czas? Czas dany od Boga. Idąc dalej moje rozmyślanie zeszło na bardziej przyziemne sprawy. Oprócz swojej oazy nie znam tu nikogo. Czy w ogóle będę tu pasował? Gdzieś daleko było DW (Dzień Wspólnoty Oazy Redemptorystowskiej, przeżywany w lutym 2016 r.) w Bardzie. W mojej głowie były obawy co do kolejnych 15 dni.
Weszliśmy do sali. Nowe twarze, dużo osób się wita. Ja nie znam prawie nikogo. Mokro, duszno, ścisk. Nie ma gdzie postawić bagaży, ba!, nie było nawet gdzie swobodnie stanąć. Razem z bratem i Szymonem stanęliśmy skromnie pod oknem, gdzie było wolne miejsce, podejmując niezbyt udane próby poznania kogoś. Pierwszą osobą, którą poznałem z DW był Kacper, mój późniejszy animator. Spotkałem również kochaną Julitę, Kasię i Karolinę (animatorki oazy). W zamęcie nastąpiła decyzja o przydzieleniu części chłopaków do tzw. ,,Świtu”. Na twarzach bardziej wtajemniczonych pojawiły się wymowne uśmiechy. Odszukawszy swoje torby w stercie podobnych leżących na korytarzu, ja i reszta wybrańców ruszyliśmy tą samą drogą w stronę „naszej noclegowni”.
Przy przydzielaniu pokoi, miałem szczęście, bo udało nam się znaleźć w jednym pokoju razem z bratem, co potem okazało się bardzo trafną decyzją. Siedząc na łóżku i myśląc, czułem się jakby to wszystko, co przeżyłem odsuwało się ode mnie. Jakbym był odcięty od tego wszystkiego co zostawiłem w domu. I to było naprawdę miłe uczucie, nie mieć żadnych problemów ani obowiązków.
W sali wspólnej zebrało się około dwudziestu osób. Tam po raz pierwszy poczułem wspólnotę. Dobrą godzinę spędziliśmy na żartach, w oczekiwaniu na przybyłych. Msza rozpoczynająca rekolekcje była dla mnie ostatecznym wejściem w ten święty czas oraz zostawieniem wszystkiego co było wcześniej daleko, daleko. To są właśnie rekolekcje. Wszystko jest daleko. Zostaje tylko to niezwykłe miejsce, wspaniali ludzie, dużo czasu i Bóg. Najlepsza mieszanka. Wtedy człowiek czuję się najlepiej. Po Mszy św. wspólnota, na którą czekałem, stała się faktem, a ja byłem gotowy na spotkanie z Bogiem.
Każde kolejne dni rekolekcji, każde kolejne spotkanie na modlitwie, każda kolejna Msza, każde kolejne spotkanie z nowymi wspaniałymi przyjaciółmi, każde kolejne wyjście na boisko, każde kolejne spotkanie w grupach, każda kolejna sekunda spędzona z Bogiem lub ludźmi, była dla mnie coraz głębszym wejściem w to cudowne spotkanie, które okazało się w każdym aspekcie mojego życia najlepsze. Tu Bóg jest na wyciągnięcie ręki. Tu każdy jest Ci życzliwy, tu każdy może zostać Twoim przyjacielem i to nie tylko na te dwa tygodnie. Boga czujesz w każdej sekundzie, w każdym uśmiechu i w każdej mijanej osobie, nie tylko w kościele.
Jeśli kiedykolwiek ktoś mnie poprosi, bym pokazał mu Boga, to teraz nie pozostanie nic innego, jak mu Boga pokazać. Niech rezerwuje czas, dwa tygodnie, i niech tutaj przyjeżdża i poczuje Go. Jestem przekonany, że już więcej w swoim życiu nie powie, że Boga nie ma.
Ja się wahałem, przyjechałem i przeżyłem coś, co już na zawsze pozostanie dla mnie niezapomniane. A jeśli ktoś się będzie wahał, niech wie, że w cenie noclegu i wyżywienia dostaje możliwość poznania „największego celebryty” na ziemi – Jezusa Chrystusa, który od dwóch tysięcy lat porywa miliardy ludzkich serc oraz wzywa do odnowienia członkostwa w „największym fanklubie” na ziemi zwanym Kościołem katolickim. Szczerze polecam i do zobaczenia za rok już w lipcu w Łomnicy.
Jacek, lat 17 – Głogów, I stopień ONŻ
*
Były to moje pierwsze rekolekcje. Szczerze mówiąc, to nie byłem nastawiony na jakieś duchowe przeżycie rekolekcji. Przed nimi niespecjalnie chciało mi się chodzić do kościoła czy modlić się rano i wieczorem. Koleżanka namówiła mnie żebym pojechał, więc stwierdziłem, że czemu nie. W końcu mogę poznać nowych ludzi i spędzić miło część wakacji. Byłem tak nastawiony do czasu pierwszej Mszy św., na której dowiedziałem się, że Pan od początku wiedział jak mam te rekolekcje przeżyć. Zupełnie inaczej niż ja to sobie wyobrażałem. Najważniejszym dla mnie wydarzeniem była adoracja krzyża, która uświadomiła mi wiele planu Bożego, którego wcześniej nawet nie dostrzegałem. Kolejnym ważnym elementem byli ludzie, dzięki którym spędziłem ten czas w bardzo miłej atmosferze. Podsumowując: Rekolekcje były wspaniałe i zmieniły mnie. Wzmocniły mnie również w wierze za co dziękuję Bogu. CHWAŁA PANU!
Szymon, lat 16 – Głogów, I stopień ONŻ
*
Moje świadectwo z rekolekcji: Znalazłem się tutaj sam nawet nie wiem jak. Siostra, która chodzi na oazę chciała pojechać razem ze mną. Jak każdy nastolatek, który skończył szkołę, nie miałem nawet chęci żeby tu przyjechać. Namawiała mnie siostra, koleżanki, z którymi również przyjechałem, rodzice… . Powiedziałem w końcu dla spokoju, że pojadę. No i pojechałem.
Samą podróżą się już zniechęciłem. 13 godzin z dwiema przesiadkami z Torunia do Łomnicy. Masakra. Na początku się załamałem. Przyjechałem i lało jak nigdy. Deszcz, grad, burza, wszystko w jednym. Zastanawiałem się w ogóle: co ja tu robię?. Gdy po raz pierwszy wszedłem do Marianum para się wszędzie unosiła, tłok w korytarzu. Przyjechali wszyscy uczestnicy w jednym czasie, jakby nie mogli przynajmniej w odstępie 10 minut. Patrzyłem jak wszyscy się witają, a ja jeden, jak idiota stałem i nic nie mówiłem. Gdy przydzielili mnie do pokoju z innymi chłopakami szybko nawiązałem kontakt. Nie chciałem się rozpakowywać bo stwierdziłem, że i tak zaraz spadam do domu.
Nadszedł dzień 4, kiedy miałem przyjąć Jezusa jako mojego Pana i Zbawiciela. Powiem szczerze, że nie wiem co się ze mną działo, ale gdy go przyjąłem strasznie się uradowałem i „odwodniłem się”. Podczas adoracji krzyża poszedłem do sakramentu pokuty. Nie było mnie tam już prawie pół roku. Potem wypisałem wszystkie swoje słabości i przykleiłem do krzyża. Wychodząc z kościoła czułem się uradowany. Kilka dni później było odnowienie przyrzeczeń chrzcielnych. Wszyscy ubrani na biało ze świeczkami w ręku. Coś pięknego. Nigdy nie przeżyłęm czegoś takiego.
Podczas rekolekcji mieliśmy dzień ewangelizacji. Pojechałem do Piwnicznej. Te wydarzenie nauczyło mnie jak ludzie spostrzegają Boga i jak trudno się przemawia do nich.
Gdy wyjeżdżałem z rekolekcji czułem się jak „nowonarodzony”. Zawsze chodziłem do kościoła z przymusu. Bo tak mama nas uczyła. Teraz poznałem sens istnienia Boga i za to dziękuje. Nigdy nie zapomnę tego wydarzenia, tych rekolekcji. CHWAŁA PANU!!!
Dawid, lat 16 – Toruń, I stopień ONŻ
*
Tegoroczne rekolekcje niosły za sobą bardzo mieszane uczucia… Z jednej strony chciałam jechać, gdyż rok wcześniej mimo początkowej niechęci, doświadczałam bliskości Pana Boga, jaką ofiarowywał mi w ludziach, pięknych znakach i głoszonym Słowie. Lecz inna część mnie mówiła: „Po co tam jechać…, byłaś już, swoje przeżyłaś” . Wszystko oczywiście było zaplanowane – wyjazd, spotkania ze „starymi” znajomymi, forma przeżywania rekolekcji, ale nieplanowane były zdarzenia i emocje, które narastały we mnie chwile przed wyjazdem. U progu drzwi domu rekolekcyjnego stanęłam kompletnie bez sił i chęci do działania. Początek, jak to zazwyczaj bywa, fajerwerkami nie tryskał… Lecz uświadomiłam sobie, że to wszystko co tu się będzie działo zależy tylko i wyłącznie ode mnie. Powstało zatem postanowienie: „Jesteś Tu dla Boga i dla sebie!”. Z tymi słowami przeżywałam cały czas rekolekcji. Wszystkie sprawy, wydarzenia czy błahostki, jakie pojawiały się na mojej drodze – zawierzałam Bogu. Podziękowania, żale czy prośby… I wiecie co ? Początkowo nie zdając sobie z tego sprawy, ale Pan po prostu leczył rany, które powstawały przed wyjazdem. Więcej – On je upiększał! Z dnia na dzień dawał mi nowe spojrzenie na moje życie i dalszą drogę. Cały czas rekolekcji należy uznać za bardzo owocny – nie tylko dla mnie, ale także dla bliskich, znajdujących się w moim otoczeniu. Pan Bóg działa i nieustannie stawia na mojej ścieżce nowe drogowskazy, które prowadzą mnie ku lepszemu życiu.
Co dały mi te rekolekcje? To samo? Na pewno nie… Przede wszystkim zostałam „odświeżona i zrestartowana” do dalszego działania na Chwałę Pana!
Basia, lat 17 – Szczecinek, II stopień ONŻ
*
Tegoroczne rekolekcje oazowe były dla mnie czasem z wszech miar błogosławionym. Zaczęły się jednak na przekór – bardzo ciężko, choć cały rok czekałem na nie z wielką niecierpliwością. O tak, zeszłoroczna Oaza była najwspanialszym wyjazdem w moim życiu i ogromnie chciałem powtórzyć tę radość. A więc zaczęły się rekolekcje, a ja trafiłem głową w ścianę. Szybko okazało się, że ja sam to nie jestem w stanie nawet się uśmiechnąć. Gdybym wtedy miał teleporter do domu bez wahania bym niego skorzystał i zostawił tę wtedy smutną i zapracowaną Łomnicę. Ale na szczęście zostałem. Przebudzeniu uległem po raz pierwszy na jak zwykle poruszającym nabożeństwie pokutnym połączonym z adoracją, a ja (znowu: jak zwykle) totalnie się rozkleiłem. Ale teraz wiem, że to Bóg wtedy składał me porozsypane „kawałki życia” w jedną, świętą całość. Z całych sił modliłem się wtedy o radość na rozpoczynające się rekolekcje i Pan Bóg spełnił tę prośbę po tysiąckroć.
W ciągu następnych dni – tajemnic radosnych, wchodziłem w rytm życia oazowego. Z ważniejszych wydarzeń z pewnością muszę wymienić łamanie się opłatkiem i składanie sobie życzeń, co otworzyło mnie na moją grupę jak należy i pomogło definitywnie pokonać lęk przed samotnością i beznadzieją, oraz oczywiście oddanie życia Jezusowi. Poznałem wtedy jak należy chociaż kawałek grupy liczącej tego roku osiemdziesiąt osób. Z resztą zapoznawałem się powoli dzień po dniu, nie ważne czy na pogodnym wieczorku, czy na nabożeństwach pokutnych. O Boże – dzięki Ci za tę twoją małą trzódkę, którą w swej mądrości postawiłeś na mojej drodze na te dwa tygodnie! Nie mogę mówiąc o tajemnicach radosnych pominąć spotkań z konkretnymi osobami, do jakich najczęściej dochodziło wieczorem przy herbacie. To była Nowa Oaza. Czegoś takiego jeszcze nie doświadczyłem, jak długo żyję. Oto doświadczyłem wspólnoty, z którą spędzanie czasu jest przyjemnością tak samo na zabawie, modlitwie i pracy, jak i na rozmowie i to obustronnej, wieloosobowej. Czekałem codziennie na te wieczory, z radością poświęcając czas, który mogłem przeznaczyć na cokolwiek chciałem – to zatopienie się w drugim człowieku, doświadczenie radości wspólnoty, pomogło mi trochę lepiej zrozumieć czym jest Kościół – jest on Radością Świętych! To było moje rekolekcyjne odkrycie, a nawet nie skończyły się tajemnice radosne. Po nich przyszedł czas na rozważanie skarbów, jakie dał nam nasz dobry Ojciec. Pięciodniowy okres tajemnic bolesnych szybko upłynął na wytężonej modlitwie i nauce, którym ofiarnie poświęcaliśmy kolejne godziny dnia. Większą uwagą obdarzyłem Eucharystię, Pismo Święte, a nawet konspekt Drugiego Stopnia ONŻ, przez którego to pustynię naprawdę nieziemsko przeprowadzili mnie i moją kochaną grupę animatorzy – Michał i Julita, oraz moderator – ojciec Marek. Był to też czas zastanowienia się nad drogą, jaką Bóg dla mnie wybrał i okresem próśb o dobrą odpowiedź na jego „kołatanie do drzwi”. Jeszcze raz na nowo uczyłem się zależności i pokory od Boga, który jako jedyny ma moc naprawić i przemienić moje życie. Jak? Na przykład posyłając mnie do Łomnicy, gdzie wszytko nieomal pachnie Bogiem (no, może oprócz Łomniczanki).
O tak, te piętnaście dni były czasem powrotu do korzeni, przedsionkiem nieba, które jest prawdziwą i wieczną ojczyzną nas – Narodu Wybranego. W oddaleniu od świata i wszelkich jego i moich problemów zagłębiłem się bardziej w Słowo tego, który stworzył i opiekuje się wszystkim co dobre, który czeka, a nawet walczy o nas – swoje dzieci. Nie można tego inaczej nazwać – stałem się Nowym Stworzeniem w Chrystusie, jak głosi tegoroczne hasło roku duszpasterskiego. Chociaż na te lipcowe dni poczułem, doświadczyłem, zobaczyłem Jezusa w drugim człowieku, a nawet w sobie, choć wymaga to wzmożonego wysiłku. Pomógł mi w tym sam Najlepszy Terapeuta, z którym mieszkałem przez ten czas po sąsiedzku. Na nabożeństwie przyjęcia Jezusa jako Pana i Zbawiciela powtórzyłem za świętym Tomaszem i Maryją, że Jezus jest mym Panem i Bogiem, a ja jestem jego własnością i oddaję mu się w posiadanie na dobre i na złe, aby czynił ze mną co chce. Ufam, że jego decyzje są i będą najlepszym co może mi się przytrafić. Tak więc: nic nie należy do mnie, bo wszytko oddałem Jezusowi. Wybierając Boga, wybrałem miłość = życie staje się prostsze i jest więcej miejsca na radość! A gdzie jest źródło chrześcijańskiej radości? W Zmartwychwstaniu rzecz jasna. To przy pustym grobie zaczyna się AGAPE chrześcijan. W ten czas tajemnic chwalebnych nie mogliśmy więc wejść inaczej jak tylko przez Zmartwychwstanie. A poprzedziła je Pascha, wyjście, kulminacyjny punkt rekolekcji dla II stopnia ONŻ. Exodus w znaczeniu dogłębnym, duchowym wyjściu z wszelkiego grzechu i brudu, wszelkiego śmiecia nie mającego związku z Doskonałym, opuszczeniu wszelkich niewoli nie jedynie w słowach, ale na prawdę, nie dzięki naszej mocy, ale jedynie mocą Najwyższego, który najlepiej działa w słabych i pokornych. Droga Paschy powiodła nas ku wodzie, gdzie odbyło się odnowienie przyrzeczeń chrzcielnych.
Wyznając wiarę w Jedynego Boga i wyrzekając się złego i wszystkiego co z nim związane, staliśmy się naprawdę Nowym Stworzeniem. Kolejnym etapem wędrówki była góra, gdzie całym naszym osiemdziesięcioosobowym pospolitym ruszeniem udaliśmy się na Eucharystię przy wschodzie słońca – zwieńczenie Paschy, będącej metaforą naszego życia, podobnego do narodu wybranego, którego Bóg wybrał, pobłogosławił, wyprowadził z niewoli, a gdy ten raz po raz zdradzał swego Dobroczyńcę, nie oszczędził nawet swojego Syna, aby ratować mnie – niewolnika. Ta ofiara uobecnia się każdego dnia na Eucharystii, podczas której Chrystus umiera, zmartwychwstaje i przychodzi do mojego serca by mieszkać tam na wieki wieków. To jest ta Boża miłość, którą próbowaliśmy zgłębić i zrozumieć, niczym krople próbujące zgłębić ocean. Jednak życie człowieka nie kończy się w Wieczerniku i tak jak do apostołów, Jezus posłał do nas Swego Ducha, aby kierował nami i dzięki nam rozszerzał swój umiłowany Kościół na całą ziemię. Nie można być dobrym apostołem bez Ducha i Wspólnoty. O jedno i drugie Pan się dla mnie postarał na tych rekolekcjach i jeśli tylko nie zabijam Ducha w sobie (za pomocą grzechu), mogę bez obawy iść na krańce świata i nauczać, głosić to, czego doświadczyłem.
W czasie nabożeństwa rozesłania zobowiązałem się do życia według dziesięciu drogowskazów Oazy Nowego Życia i niech Bóg da mi wytrwać w tym zobowiązaniu do śmierci. Podczas dnia wspólnoty w Krościenku nad Dunajcem jeszcze raz rzuciło mi się w oczy jak ważną rzeczą jest świadectwo i modlitwa wstawiennicza oraz ofiarowanie wyrzeczenia i modlitwy w intencji drugiej osoby. Ponownie przystąpiłem do Krucjaty Wyzwolenia Człowieka, ale pierwszy raz z takim przytupem. Podbudowany tym co ujrzałem, powziąłem postanowienie kierowania się Ewangelią w każdym momencie życia. Tymczasem rekolekcje weszły w etap zakończeń i pożegnań. Było smutno, bo oto kończyło się coś dobrego do bólu, ale pocieszały mnie Słowa Jezusa o ziarnie, które jeśli nie obumrze, nie przyniesie owocu. Przy żegnaniu mych nowych i starych przyjaciół czułem całkiem mocno, że obumieram, ale też byłem pewien, że z tych ziaren nie może nie wyjść wielkie, prawdziwe Boże dobro. A dla mych drogich braci i sióstr z Oazy, którzy każdym słowem, czynem i gestem nawet nieświadomie budowali i umacniali moją wiarę, pragnę wyśpiewać HYMN WDZIĘCZNOŚCI (oczywiście słowami Pisma, a jest to fragment, na którym z przypadku otworzyłem Biblię podczas Godziny Świadectw: „Cóż więc na to powiemy? Jeżeli Bóg z nami, któż przeciwko nam? On, który nawet własnego Syna nie oszczędził, ale Go za nas wszystkich wydał, jakże miałby wraz z Nim i wszystkiego nam nie darować? Któż może wystąpić z oskarżeniem przeciw tym, których Bóg wybrał? Czyż Bóg, który usprawiedliwia? Któż może wydać wyrok potępienia? Czy Chrystus Jezus, który poniósł [za nas] śmierć, co więcej – zmartwychwstał, siedzi po prawicy Boga i przyczynia się za nami? Któż nas może odłączyć od miłości Chrystusowej? Utrapienie, ucisk czy prześladowanie, głód czy nagość, niebezpieczeństwo czy miecz? Jak to jest napisane: Z powodu Ciebie zabijają nas przez cały dzień, uważają nas za owce przeznaczone na rzeź. Ale we wszystkim tym odnosimy pełne zwycięstwo dzięki Temu, który nas umiłował. I jestem pewien, że ani śmierć, ani życie, ani aniołowie, ani Zwierzchności, ani rzeczy teraźniejsze, ani przyszłe, ani Moce, ani co wysokie, ani co głębokie, ani jakiekolwiek inne stworzenie nie zdoła nas odłączyć od miłości Boga, która jest w Chrystusie Jezusie, Panu naszym”. (Rz 8, 31-39)
Jakub, lat 17 – Kraków, II stopień ONŻ
***
o. Maciej Plewka CSsR, Kraków




































