• Rekolekcje i wypoczynek – CADR i Scala W górach i nad morzem
    Portal Kaznodziejski
    Lectio divina na każdy dzień Wydawnictwo Homo Dei
    Kult Matki Bożej Nieustającej Pomocy, Płyta CD z pieśniami do MBNP
  • Menu

    O. Bernard Łubieński jako misjonarz niosący nadzieję

    Czcigodny Sługa Boży o. Bernard Łubieński wyróżniał się nadzieją praktykowaną w stopniu szczególnym, a więc obejmującą realizację całego swego powołania jako kapłana, zakonnika i redemptorysty. Jego nadzieja wzrastała w miarę jak podejmował nowe dzieła apostolskie i wraz z pojawianiem się różnych trudności w ich realizacji.

    Jak czytamy w „Katechizmie Kościoła katolickiego” (nr 1817), nadzieja jest „cnotą teologalną, dzięki której pragniemy jako naszego szczęścia Królestwa niebieskiego i życia wiecznego, pokładając ufność w obietnicach Chrystusa i opierając się nie na naszych siłach, ale na pomocy łaski Ducha Świętego”.

    Nadzieja chrześcijańska obejmuje przede wszystkim osobiste zbawienie każdego człowieka, czyli życie wieczne dzięki zasługom Chrystusa i działaniu Ducha Świętego, który prowadzi ludzi do udziału w Królestwie Bożym. Jest uwarunkowana wypełnieniem w życiu osobistym woli Bożej, czyli osobistego powołania każdego człowieka. Dlatego nadzieja chrześcijańska obejmuje także pomoc Ducha Świętego we wszystkim, co związane jest z tym powołaniem.

    1. Człowiek nadziei

    Czcigodny Sługa Boży o. Bernard Łubieński wyróżniał się nadzieją praktykowaną w stopniu szczególnym, a więc obejmującą realizację całego swego powołania jako kapłana, zakonnika i redemptorysty. Jego nadzieja wzrastała w miarę jak podejmował nowe dzieła apostolskie i wraz z pojawianiem się różnych trudności w ich realizacji. Została też poddana wielkiej próbie przez jego cierpienie i kalectwo. Stała się wręcz heroiczna i taką pozostała aż do końca życia o. Bernarda. Jeden ze świadków stwierdził, że nadzieja była „główną siłę napędową jego życia i działania”. Jego nadzieja była związana z wiarą i z niej wyrastała. Karmiony nadzieją chrześcijańską rozwijał w sobie pragnienie nieba i życia z Bogiem w wieczności, był bowiem przekonany, że „nadzieja jest kluczem do bramy nieba”.

    Będąc jeszcze w Anglii i pragnąc przyczynić się do powrotu redemptorystów do Polski, nie raz wyrażał ufność, że Bóg pomoże w wykonaniu tego dzieła, które stało się jednym z głównych zadań w jego życiu. Przybywszy do Polski, po założeniu przez redemptorystów klasztoru w Mościskach w 1883 r., o. Bernard przeżywał krytyczne chwile ciężkiej choroby i pierwsze miesiące swojej niemocy. Jego wiara i nadzieja zostały wystawione na wielką próbę. Zdecydował się jednak wówczas na heroiczne zaufanie, którego ślady znajdują się w jego notatkach z 17 maja 1886 roku: „Im więcej wzmagają się doświadczenia, tym więcej niech twa ufność w Bogu się wzmaga, bo ufność jest uzdrawiająca […]”.

    Podejmując się intensywnej pracy wewnętrznej, całą swą nadzieję dotyczącą postępu duchowego pokładał przede wszystkim w Bogu. 4 lutego 1886 roku tak pisał: „Na próżno człowiek spodziewa się, że raptownie dopnie doskonałości: nie zmieni mu skóry ani choroba, ani najlepsze rekolekcje, ani postanowienia najgorętsze.

    Gdzież byłoby miejsce na chrześcijańską nadzieję, na walkę codzienną, na wzdychanie za niebem, gdybyśmy raz na zawsze mogli się zaspokoić? Nie, jedyna decyzja musi być taka, abyśmy na Boga zdali naszą przyszłość i sami chcieli wciąż ze sobą walczyć. I po to wciąż udawali się do Matki Przenajświętszej”.

    O. Łubieński starał się opierać swoje działania zewnętrzne i życie wewnętrzne na zaufaniu pokładanym w Bogu. Karmiony nadzieją chrześcijańską, podtrzymywał w sobie pragnienie nieba i życia z Bogiem w wieczności. Choć chwilami odczuwał strach przed śmiercią, wciąż miał nadzieję, że dotrze do nieba i spokojnie szedł na spotkanie z Bogiem, ufając zasługom Chrystusa i wstawiennictwu Maryi, Jego Matki. 19 sierpnia 1919 roku tak pisał do swojej kuzynki Marii Szymanowskiej: „Kto wie, czy się na tej ziemi zobaczymy, zatem do widzenia w niebie!”

    2. Misjonarz niosący nadzieję

    O. Łubieński przekazywał nadzieję również innym zachęcając, by nawet w najtrudniejszej sytuacji zaufać całkowicie Opatrzności Bożej. Tak wypowiedział się o nim bp Czesław Sokołowski: „Heroiczna nadzieja w ojcu Bernardzie wypływała i łączyła się z jego żywą wiarą. Ufnością w miłosierdzie Boże przepajał dusze tych, którzy go słuchali, dodawał im siły i zachęcał do życia prawdziwie chrześcijańskiego”.

    Sługa Boży nie tylko sam żył nadzieją chrześcijańską, ale także przekazywał ją innym. Już w okresie swojej formacji zakonnej i kapłańskiej w Bishop Eton zachęcał swojego ojca, aby w bardzo trudnej sytuacji, w jakiej się znalazł, całkowicie zaufał Opatrzności Bożej.

    W jednym ze swoich pierwszych przemówień na ziemi polskiej, skierowanym do sióstr felicjanek w Krakowie, 22 maja 1883 r., powiedział: „Jeśliby mnie zapytano, jaki grzech najczęściej popełniany jest przez dusze bogobojne, czy w klasztorze czy nie, w jaki sposób najczęściej i najbardziej niesprawiedliwie obrażają Pana Boga i ubliżają Jego dobroci, odpowiedziałbym: przez brak ufności w Bogu. Pan Bóg ich kocha, Pan Bóg wszystko robi, aby ich uświęcić, wykształcić, do serca swego przytulić, a oni nie chcą temu wierzyć”.

    Fragment kazania o. Bernarda o nadziei

    W 1888 roku w jednej ze swoich homilii w Mościskach przestrzegał obecnych, że sprawiedliwość Boża jest wielka i Jego sądy nieubłagane. Ale wielkie jest też Jego miłosierdzie, a Bogu bardziej się podoba okazywać miłosierdzie niż surowo sądzić.

    Żyjąc nadzieją nieba, chciał ją na nowo obudzić w sercach tych, którzy go słuchali. W 1889 roku w Mościskach mówił do zgromadzonych podczas homilii w święto Wniebowstąpienia:

    „Wielu jest takich, co z małodusznością na niebo spoglądają. Jakby nie do nich należało, ze zbyteczną pokorą, i oby to była pokora! Ale tu brakuje pragnienia, nadziei. A nadzieja jest kluczem do bramy nieba, koniecznym warunkiem”.

    W trudnych sytuacjach adresatów swoich listów, przy pomocy słów „odwaga i zaufanie!” często zachęcał ich do zawierzenia Bogu. 13 października 1925 roku pisał do swojej kuzynki Jadwigi Szymanowskiej Nakwaskiej, która była już w podeszłym wieku i przeżywała wiele trudności: „Życzę Ci, żeby to opuszczenie, jakie czujesz, przybliżyło Cię więcej i coraz więcej do Pana Jezusa. Żebyś tylko Jego pragnęła i w Nim szukała nie tyle pociechy, co dźwigni [wsparcia] i pomocy we wszystkim […]. Zaufaj Bożemu Sercu, które dało Ci tyle dowodów swej opieki i miłości. Nie zawiedzie Cię”.

    Zaufanie do Pana Boga objawiło się zwłaszcza podczas I wojny światowej, gdy przy wielu zagrożeniach i niebezpieczeństwach, których doświadczali mieszkańcy Mościsk, zachęcał ich do wzbudzania i podtrzymywania nadziei.

    Głosząc konferencje na temat ascezy dla swoich współbraci w odwiedzanych przez siebie klasztorach, o. Bernard często poruszał temat nadziei chrześcijańskiej. Charakterystyczny jest temat medytacji, która odbyła się w Warszawie 28 lutego 1927 r.: „Miarą świętości naszej jest miara nadziei”.

    Nadzieja, jaką Sługa Boży pokładał w Opatrzności Bożej, w zasługach Chrystusa i we wstawiennictwie Matki Jezusa, była całkowita, objawiała się nawet w rozpaczliwych problemach. Tę nadzieję potrafił przekazywać innym, wygłaszając kazania na temat Opatrzności Bożej, zachęcając innych do ufności, pocieszając ich w bólu i utrapieniach. Można powiedzieć, że miał „dar pocieszania” i podtrzymywania na duchu. Przejawiało się to także w sprawowaniu sakramentu pojednania, gdy zachęcał wszystkich do zaufania Opatrzności Bożej. W swoim nauczaniu tak to wyraził: „Cudowna jest Opatrzność Boża – wciąż nad nami. … Zdajmy się więc na Opatrzność, pilnujmy woli Boga, odpowiedniej dla swego stanu”.

    opracował o. Sylwester Cabała CSsR

    Udostępnij