• Rekolekcje i wypoczynek – CADR i Scala W górach i nad morzem
    Portal Kaznodziejski
    Rok Świętego Klemensa Hofbauera, Jubileusz 200-lecia śmierci
    Charyzmat i duchowość
  • Menu

    29 grudnia: 150 rocznica święceń Sł. Bożego o. Bernarda Łubieńskiego CSsR

    29 grudnia przypada 150 rocznica przyjęcia święceń kapłańskich przez Czcigodnego Sługę Bożego o. Bernarda Łubieńskiego CSsR nazywanego Apostołem Polski. Módlmy się przez jego wstawiennictwo o świętość wszystkich kapłanów i o jego rychłą beatyfikację!

    Urodzony 9 grudnia 1846 r. w Guzowie koło Warszawy w zasłużonym dla Ojczyzny i Kościoła rodzie, syn Tomasza i Adelajdy Łubieńskich, dzieciństwo i wczesną młodość przeżył w domu rodzinnym. Po ukończeniu studiów humanistycznych w katolickim kolegium w Ushaw, w Anglii, wstąpił do Zgromadzenia Najświętszego Odkupiciela, czyli Redemptorystów i 7 maja 1866 r. złożył śluby zakonne w Bishop Eton koło Liverpool. Tam także rozpoczął studia filozoficzne i teologiczne, które ukończył w międzynarodowym seminarium zakonnym w Wittem, w Holandii.

    Święcenia kapłańskie przyjął w Akwizgranie (Aachen) 29 grudnia 1870 r. Przez jedenaście lat pracował w Anglii jako misjonarz i duszpasterz wśród katolików angielskich i polskich emigrantów. Pełnił też odpowiedzialne obowiązki w swej wspólnocie zakonnej.

    WIĘCEJ: O. Bernard Łubieński na znaczku turystycznym

    Powróciwszy do Ojczyzny w 1883 r. przyczynił się do założenia domu zakonnego redemptorystów w Mościskach, gdzie też rozwinął intensywną działalność duszpasterską i misyjną, pomimo poważnego paraliżu nóg, któremu uległ już w 1885 r. Był także przełożonym tego domu zakonnego w latach 1894-1903. Przebywając następnie w Krakowie od 1903 r. do 1905 r. oraz w Warszawie w latach 1906-1911 prowadził nadal działalność misyjną i rekolekcyjną wśród różnych warstw społeczeństwa polskiego.

    Będąc ponownie przełożonym klasztoru w Mościskach od 1912 do 1918 r. nie tylko przyczynił się do ocalenia tego domu zakonnego podczas I wojny światowej, ale pomagał także miejscowej i okolicznej ludności oraz prowadził działalność duszpasterską zwłaszcza wśród młodzieży. W latach 1919-1926 należał do wspólnoty redemptorystów w Krakowie. Pełnił wówczas odpowiedzialne obowiązki zakonne oraz różne posługi kapłańskie w kościele przyklasztornym i w innych kościołach Krakowa.

    Powróciwszy do Warszawy w 1926 r. przebywał w tamtejszym klasztorze przy ul. Karolkowej na Woli aż do śmierci. Będąc w podeszłym wieku pracował nadal głosząc słowo Boże i wiele spowiadając. Utrudzony działalnością apostolską i doświadczony cierpieniem kalectwa oraz ostatniej choroby, zmarł 10 września 1933 r. w Warszawie.

    6 marca 2018 r. papież Franciszek promulgował dekret Kongregacji Spraw Kanonizacyjnych o uznaniu heroiczności cnót o. Bernarda, a tym samym został mu przyznany tytuł Czcigodnego Sługi Bożego.

    * * *

    o. Bernard Łubieński, „Wspomnienia”, Kraków 2009 r., s.105-109

    ŚWIĘCENIA KAPŁAŃSKIE

    Dnia 9 grudnia 1870 roku dał mi Bóg ukończyć 23 lata, więc mogłem już przyjąć święcenia kapłańskie. Otóż przełożeni moi raczyli mnie najłaskawiej zaraz bez zwłoki dopuścić do tego upragnionego przez mnie od dziecięctwa zaszczytu. 23 grudnia rozpocząłem pod ręką o. Godtsa rekolekcje przygotowawcze, a szereg rozmyślań, jakie mi dał, otworzyły mi oczy na całą nędzę moją i zupełną niegodność, bym się odważył stanąć jako kapłan przy ołtarzu. Skruszył mnie Bóg wewnętrznie, ale i też zewnętrznie, bo właśnie wtedy panowały szalone mrozy, które mnie w zimnym oratorium przeniknęły do szpiku kości.

    We wilię święceń o. Godts zawiózł mnie do Akwizgranu, gdzie ks. biskup Laurent dla mnie jednego raczył się pofatygować i wyświęcić w dzień św. Tomasza z Canterbury 29.12.[18]70 r. Jak mi to o. Godts często przypominał: „Le jour d’un saint evêque – Martyr un evêque – martyr (biskup Laurent) ordonna le neveu d’un evêque – Martyr (ks. biskup Konstanty)[1].

    Niemałą łaską było dla mnie, że w Akwizgranie otrzymałem kapłaństwo. Jest to bowiem jedno z najstarszych miast wsławione i mnóstwem pamiątek historycznych po cesarzach, i mnóstwem relikwii świętych i tradycyjną pobożnością mieszkańców. Było to rychło rano zaraz po medytacji, ks. biskup Laurent odprawił cichą Mszę św. u wielkiego ołtarza. Wielki ołtarz z baldachimem był rzęsiście reflektorami oświecony nie za pomocą elektryki, bo jej wówczas nie używano, lecz światła gazowego, tak że cudnie wyglądał sędziwy biskup z długimi włosami białymi, które się wdzięcznie odbijały na czerwonym ornacie. Z wielkim namaszczeniem jak zwykle świątobliwy ten biskup z asystą o. Godtsa i innych ojców sprawił, że jestem sacerdos in aeternum[2]. Po Mszy św., spożywszy śniadanie z ks. biskupem, zaraz powróciłem do Wittem.

    Ale nie dość było o. rektorowi [z] Akwizgranu, że tam w kościele św. Alfonsa otrzymałem święcenia kapłańskie, jeszcze mi ofiarował się sprawić u siebie prymicje. Rektorem wówczas był o. Michał Heilig, kapłan wielkiego serca, czczono go jako patriarchę w zakonie i za świętego uważano. Wstąpił do Zgromadzenia jako ksiądz z wyższym wykształceniem, powierzono mu wydanie teologii moralnej św. Alfonsa w 10 małych tomach, którą w młodości swej pilnie wertowałem. Przeszedł wszystkie stopnie hierarchii zakonnej, był rektorem, prowincjałem, konsultorem generalnym itd. Robił starania jako rektor w Wittem, by otworzyć przy uniwersytecie w Lowanium rezydencję, gdzie by nasza młodzież mogła się doktoryzować. Do tego nie doszło. I otóż kiedy razu pewnego podczas mego pobytu w Wittem przyjechał tam, w refektarzu, nawiązując do tych planów publicznie oświadczył, że dziękuje Bogu, że plany jego się pokrzyżowały, bo św. Alfons założył nas nie na to, żebyśmy jako uczony zakon Kościołowi służyli, lecz dla nieuków i dusz opuszczonych pracowali. Wprawdzie doktorat może misjonarzowi w jego pracy wielkie oddać przysługi i św. Franciszek Ksawery był doktorem sorbońskim, i skorzystał z nabytej nauki w przeprawach swoich z bonzami w Indiach, i św. Alfonsowi nauka dopomogła, że był tak znakomitym misjonarzem dla maluczkich. Ale zwykle uczoność doprowadza do rozmiłowania się w książkach i spekulacjach oraz rodzi wstręt do nieuczonych i pogardę dla niewykształconych bo scientia inflat[3]. Dlatego też wśród zakonów naukom się oddających tak mały procent znajdzie się członków do apostołowania gotowych.

    Do Akwizgranu jako do miejsca kuracyjnego zjeżdżali ojcowie chorzy na artretyzm nawet z innych prowincji, których dobry o. Heilig z iście macierzyńską troskliwością u siebie gościł. Miał ministra podobnego do siebie o. Feya, jego siostra była generalną przełożoną zakonnic Dzieciątka Jezus. Szczególną uwagę zwracał na siebie senior zakonu o bielutkich włosach, o. de Held, starzec 80-letni ale jeszcze prosty jak tyczka, z okiem pełnym ognia, do niego jeszcze później powrócę (cf. życiorys wydany [w] 1912 w Belgii).

    Był tam także o. Klemens, dawny literat, który, aby wynagrodzić za szkody wyrządzone duszom przez dawniejsze jego utwory, napisał śliczne dzieło: „O miłości Ukrzyżowanego”, które ks. Henryk Kossowski, późniejszy biskup, spolszczył i 100 egzemplarzy przysłał do Mościsk w podarunku.

    Uroczyste prymicje miałem odprawić w Nowy Rok w Akwizgranie, lecz o. Godts posłał mnie do ołtarza już nazajutrz po moim wyświęceniu. Zatem moją pierwszą Mszę św. odprawiłem 30 grudnia w oratorium klasztornym po cichu, jedynie asystował mi o. Dodsworth mój kochany kolega z nowicjatu i studentatu, który półtrzecia[4] miesiąca wcześniej niż ja został kapłanem, a potem pomagał mi w wyuczeniu się rubryk Mszy św. Przed tą Mszą św. miałem szczęście podać Komunię św. naszym studentom, a było ich wtedy 80.

    Był to dzień powszedni, a więc dzień nauki, klasy szły swoim trybem, tylko mnie od nauki zwolniono. Przy obiedzie było jak zwykle czytanie, a o. rektor wywołał mnie od stołu i z uśmiechem na twarzy kazał mi służyć przy obiedzie, co mi niemałą sprawiło radość, że choć w tym stałem się podobny do św. Klemensa i o. Hübla, kiedy we Frosinone w dzień święceń też do stołu służyli.

    Uroczyste prymicje odprawiłem w Nowy Rok w Akwizgranie jako sumę. Dano mi albę, którą posiadał św. Klemens. Otrzymał ją o. de Held, kiedy był w Wiedniu, żeby zeznawać w procesie kanonizacyjnym św. Klemensa. On sam był mi archidiakonem. Po ewangelii, kiedy udaliśmy się na sesję, na ambonę wyszedł wymowny o. Kottenstette i porównał mnie ze św. Stanisławem Kostką, również Polakiem, [gdyż podobnie] jak on od rodziny uciekłem. Mówił po niemiecku, więc na tyle rozumiałem, zwłaszcza kiedy zwrócił się do swych słuchaczy, żeby mi się przypatrywali dobrze, bo ja jako Polak po niemiecku nie umiem, wtedy wszyscy w kościele przepełnionym podnosili się w ławkach, żeby się na mnie gapić. A mnie się śmiać chciało, bo dobrze rozumiałem, o czym mówił.

    Przy obiedzie o. rektor posadził mnie na swoim miejscu, co mnie niemało skonfundowało[5], bo znalazłem się między najczcigodniejszymi weteranami Zgromadzenia. Toteż westchnąłem głęboko i szepnąłem do o. Heiliga: „Ach mój Boże, co by to było, żebym ja po tym miał nieszczęście stracić powołanie”. A on mi na to: „Kto się boi o powołanie swoje, ten go nie straci”. Dotąd się to słowo o. Heiliga na mnie spełniło, bo choć już jestem po swym jubileuszu, powołania nie straciłem. Sed non statim finis…[6] więc do śmierci bać się trzeba…

    Jeszcze mam obrazek MB Nieust[ającej] Pomocy z podpisami kilku ojców, których po obiedzie obszedłem. O. Heilig mi napisał: „Tene quod habes et nemo accipiat coronam tuam”[7], a o. Held: „Le V.P. Passerat disait a tous les peres, qui disaient la Messe: Ditas jusqu’a la fin de votre vie la Ste. Messe, comme vous l’avez dit aujourd’hui”[8].

    Potem zaraz Pan Bóg nawiedził mnie krzyżykiem. Wskutek srogiego zimna ręce miałem od mrozu popękane i poranione i tak przemarzłem, że nabawiłem się reumatyzmu, tak że ledwie się z łóżka podźwignąć mogłem. Na szczęście cela moja przylegała do infirmerii, tak że do końca oktawy Trzech Króli tutaj codziennie po prymicjach celebrowałem, ale o zachowaniu rubryk mowy być nie mogło, bo jedyna rzecz, o którą musiałem się starać, było żeby się nie przewrócić przy ołtarzu. Tak więc z początkiem życia kapłańskiego odprawiałem Mszę św., tak jak po sparaliżowaniu do końca życia jako stary, kulawy dziad odprawiać jestem zmuszony.

    [1] z fr. „W dzień św. Biskupa-Męczennika, biskup-meczennik (biskup Laurent) wyświęcił bratanka Biskupa-Męczennika (ks. biskupa Konstantego)”.

    [2] z łac. kapłanem na wieki

    [3] z łac. wiedza wbija w pychę

    [4] daw. dwa i pół

    [5] daw. wprawiło w zakłopotanie

    [6] z łac. Lecz to jeszcze nie koniec…

    [7] z łac. „Trwaj w tym co osiągnąłeś i niech nikt nie odbierze ci twojej nagrody”.

    [8] z fr. „Czcigodny o. Passerat mówił do wszystkich ojców, którzy odprawiali Mszę: Odprawiajcie aż do końca życia tak Mszę św., jak dzisiaj odprawiliście”.

    * * *

    Z okazji przypadajacej w tym roku rocznicy święceń kapłańskich ukazał się także znaczek turystyczny: „O. BERNARD ŁUBIEŃSKI, REDEMPTORYSTA, MISJONARZ NIOSĄCY NADZIEJĘ”. Dostępny jest u redemptorystów w Bardzie.

    Kilka słów o postaci przedstawionej na znaczku i okoliczności, dla której został wydany można przeczytać w opisie znaczka, zaczerpniętym ze strony Znaczków Turystycznych.

    WIĘCEJ: Czcigodny Sługa Boży Bernard Łubieński CSsR – misjonarz, który wzbudzał nadzieję [VIDEO]

    WIĘCEJ: O. Bernard Łubieński od dziś Czcigodnym Sługą Bożym!

    o. Sylwester Cabała CSsR, Bardo

    Udostępnij