Chrześcijaństwo jest religią życia – relikwiarz św. Gerarda Majelli
Kościół od zarania swoich dziejów otacza czcią świętych, a więc ludzi, którzy swoje ziemskie życie przeżyli w przyjaźni z Bogiem i dziś, jak wierzymy, cieszą się Jego obecnością w niebie. Nie jest to zwyczaj nowy ani osobliwość właściwa jedynie niektórym regionom świata. Kult świętych i ich relikwii wyrasta z najstarszej tradycji chrześcijańskiej.

Świętość nie jest przywilejem nielicznych, lecz powołaniem każdego człowieka. W tym dniu oddajemy cześć nie tylko świętym i błogosławionym wyniesionym na ołtarze, ale także niezliczonym rzeszom tych, którzy osiągnęli już chwałę nieba, choć ich imiona pozostają nieznane. Być może są wśród nich nasi bliscy, rodzice, dziadkowie, przyjaciele, ludzie prości i zwyczajni, którzy potrafili uczynić ze swojego życia dar miłości.
Jakże wymowne jest zatem to, że właśnie w tych dniach przez Polskę peregrynują relikwie św. Gerarda Majelli. Ten młody zakonnik przypomina nam, że świętość ma ludzką twarz, że można ją osiągnąć pośród codziennych obowiązków, cierpienia, pracy i troski o drugiego człowieka. Jego obecność pośród nas doskonale wpisuje się w przesłanie dzisiejszej uroczystości.
Więcej informacji na stronie internetowej: gerard.redemptor.pl.
Już pierwsi chrześcijanie otaczali szczególnym szacunkiem groby męczenników, którzy oddali życie za wiarę w Chrystusa. Gromadzili się przy nich na modlitwie, a z czasem również sprawowali Eucharystię. To właśnie z tej starożytnej tradycji wyrósł zwyczaj umieszczania relikwii świętych, zwłaszcza męczenników, w ołtarzach chrześcijańskich świątyń. Zwyczaj ten przetrwał do naszych czasów i pozostaje pięknym świadectwem wiary Kościoła w świętych obcowanie.
Dlaczego chrześcijanie otaczają szacunkiem relikwie? Ponieważ wierzą, że człowiek jest jednością duszy i ciała, a ludzkie ciało, uświęcone przez łaskę Bożą, jest przeznaczone do zmartwychwstania. Relikwie przypominają nam, że świętość nie jest abstrakcyjną ideą ani piękną legendą. Święci byli prawdziwymi ludźmi. Żyli, pracowali, cierpieli, kochali, zmagali się z trudnościami i umierali. Ich ciała były narzędziami dobra, miłości i służby drugiemu człowiekowi.
W tych dniach do Polski przybył wyjątkowy relikwiarz św. Gerarda Majelli, osiemnastowiecznego redemptorysty, który zmarł w wieku zaledwie 29 lat. Jego monumentalna forma rzeczywiście może budzić zaciekawienie, zdumienie, a nawet silne emocje. Przedstawia bowiem naturalnej wielkości postać leżącego świętego, ubranego w zakonny habit. Na wysokości serca znajduje się specjalny otwór, w którym umieszczono fragment jego żebra, a więc autentyczną relikwię pierwszego stopnia.
Warto wyraźnie podkreślić: nie jest to zmumifikowane ani zachowane w całości ciało świętego, lecz figura, w której umieszczono jego relikwię. Tego rodzaju przedstawienia znane są od stuleci w chrześcijańskiej sztuce sakralnej, szczególnie we Włoszech.
Dlaczego relikwiarz ma właśnie taką formę? Ponieważ pomaga uświadomić sobie, że św. Gerard nie jest postacią fikcyjną, bohaterem legendy czy jedynie imieniem zapisanym w kalendarzu liturgicznym. Był człowiekiem z krwi i kości, który całym swoim życiem świadczył o miłości Boga.
Nie ukrywam jednak, że pewne reakcje na wygląd relikwiarza wywołują we mnie zdumienie. „Dziwny jest ten świat”, chciałoby się powiedzieć za Czesławem Niemenem.
Żyjemy bowiem w rzeczywistości, w której coraz większą popularnością cieszy się Halloween. Przebrania imitujące zwłoki, szkielety, zakrwawione postacie, czaszki czy upiorne dekoracje stały się dla wielu czymś zupełnie naturalnym, a nawet zabawnym. Nikogo szczególnie nie dziwią wystawiane w sklepach sztuczne trumny, kościotrupy czy makabryczne dekoracje. Przyjmujemy je jako część współczesnej rozrywki.
Tymczasem figura świętego zakonnika, ukazująca człowieka spoczywającego w pokoju śmierci, potrafi wzbudzić sensację, zdziwienie, a czasem nawet niechęć. Czy nie jest to zastanawiający paradoks naszych czasów?
Nie chodzi oczywiście o to, aby komukolwiek odmawiać prawa do zdziwienia. Rozumiem, że dla człowieka, który nigdy wcześniej nie widział podobnego relikwiarza, jego forma może być zaskakująca. Warto jednak spróbować zrozumieć znaczenie tego religijnego znaku, zanim sprowadzi się go wyłącznie do określenia „szklana trumna”.
Jest przecież zasadnicza różnica między przedstawieniami śmierci służącymi rozrywce a chrześcijańskim kultem relikwii. W pierwszym przypadku śmierć bywa przedmiotem zabawy, niekiedy także strachu. W drugim staje się okazją do refleksji nad sensem życia, przemijaniem i nadzieją zmartwychwstania.
Chrześcijanie nie oddają boskiej czci relikwiom ani nie modlą się do ludzkich szczątków. Oddają cześć Bogu, który dokonał wielkich rzeczy w życiu świętych, a samych świętych proszą o wstawiennictwo. Relikwie są materialnym znakiem pamięci o człowieku, którego życie stało się świadectwem działania Bożej łaski.
Co więcej, najważniejsze w peregrynacji św. Gerarda nie jest to, jak wygląda jego relikwiarz, ale to, co dokonuje się w sercach ludzi przychodzących na modlitwę.
Są wśród nich matki oczekujące narodzin dziecka, rodzice, którzy doświadczyli dramatu jego utraty, małżonkowie od lat bezskutecznie starający się o potomstwo, osoby chore, cierpiące, przeżywające trudności rodzinne czy kryzys wiary. Są ludzie, którzy przychodzą prosić o dobrą spowiedź, pojednanie z Bogiem albo nawrócenie bliskich.
Za każdym takim człowiekiem kryje się historia, często naznaczona cierpieniem, a jednocześnie przepełniona nadzieją. Tych historii nie da się zamknąć w sensacyjnym nagłówku.
Może zatem warto spojrzeć na ten niezwykły relikwiarz nie tylko przez pryzmat jego zewnętrznej formy, ale przede wszystkim przez pryzmat przesłania, które ze sobą niesie?
Święty Gerard, młody i prosty zakonnik, który nie posiadał wielkich bogactw, nie piastował wysokich urzędów i nie pozostawił po sobie imponujących dzieł naukowych, do dziś przyciąga ludzi swoim świadectwem wiary, pokory i bezinteresownej miłości.
Przybywa do Polski nie po to, aby kogokolwiek straszyć, ale aby przypominać o Bogu, który jest blisko człowieka, zwłaszcza cierpiącego i potrzebującego pomocy.
W dzisiejszą uroczystość Wszystkich Świętych warto spojrzeć na jego relikwiarz jeszcze inaczej. Oto przed naszymi oczami spoczywa figura człowieka, który umarł niemal trzy wieki temu, a jednak jego historia wcale się nie zakończyła. Jego życie nadal inspiruje, jego świadectwo budzi nadzieję, a przy jego relikwiach kolejne pokolenia ludzi powierzają Bogu swoje troski, cierpienia i pragnienia.
Czyż nie na tym polega piękno dzisiejszej uroczystości? Kościół przypomina nam, że śmierć nie ma ostatniego słowa, że człowiek nie jest stworzony dla grobu, lecz dla nieba. Święci są żywym potwierdzeniem tej nadziei.
I być może właśnie to jest najpiękniejsze w całej tej historii: świat, który tak chętnie bawi się obrazami śmierci, otrzymuje dziś od św. Gerarda zaproszenie do refleksji nad życiem.
Dziwny jest ten świat, w którym sztuczne szkielety, upiory i trumny nikogo szczególnie nie dziwią, a figura świętego zakonnika staje się powodem sensacji. Może jednak zamiast zatrzymywać się na tym, co zewnętrzne, warto zapytać, co ten znak chce nam powiedzieć?
Zwłaszcza dziś, w uroczystość Wszystkich Świętych, odpowiedź wydaje się szczególnie wymowna: nie jesteśmy stworzeni po to, aby umrzeć, lecz po to, aby żyć na wieki z Bogiem.
Bo chrześcijaństwo nie jest religią śmierci. Jest religią życia, którego nawet śmierć nie potrafi ostatecznie pokonać.
O. Stanisław Paprocki CSsR
Koordynator peregrynacji relikwii św. Gerarda Majelli w Polsce




















