• Śpiewnik Redemptorystów
    Rok Świętego Gerarda Majelli
    Portal Kaznodziejski
    Kult Matki Bożej Nieustającej Pomocy, Płyta CD z pieśniami do MBNP
  • Menu

    Idźcie na cały świat – wywiad z misjonarzem, o. Adamem Koślą CSsR

    O. Adam Kośla CSsR urodził się 7 grudnia 1970 roku w Starych Żukowicach. Do Zgromadzenia Redemptorystów wstąpił w 1989 roku, a święcenia kapłańskie przyjąłw 1996r. Po święceniach pracował przez rok w Gliwicach. W 1998 roku wyjechał na misje do Boliwii, gdzie pracował jako duszpasterz, rekolekcjonista, pełnił także funkcje socjusza, dyrektora seminarium oraz mistrza nowicjatu międzyprowincjalnego. W 2011 roku podjął studia na KUL-u na instytucie Teologii Duchowości, gdzie uzyskał stopień licencjata. Od czerwca 2015 posługuje jako socjusz w Wyższym Seminarium Duchownym Redemptorystów w Tuchowie.

    br. Jakub: Wrócił Ojciec niedawno z misji w Boliwii, by objąć funkcję wychowawcy/socjusza w Wyższym Seminarium Duchownym Redemptorystów w Tuchowie. Czy doświadczenia zdobyte w pracy misyjnej pomagają w pełnieniu nowego urzędu?

    o. Adam: Każde doświadczenie pomaga lepiej postrzegać sprawy Kościoła, naszego Zgromadzenia. Pomaga także lepiej poznać człowieka, który doświadcza podobnych problemów i trudności we wszystkich krajach. Doświadczenia misyjne pomagają także dlatego, że większość czasu który spędziłem w Boliwii była związana z pracą w formacji. Przez długi czas posługiwałem jako wychowawca w postulacie, później byłem dyrektorem seminarium, jak również magistrem międzyprowincjalnego nowicjatu. Te doświadczenia współpracy ze współbraćmi z różnych prowincji, różnorodność ich spojrzeń i doświadczeń bardzo dziś się przydają. Cenny i ubogacający był także kontakt z kandydatami do Zgromadzenia pochodzącymi z różnych prowincji i krajów takich jak Argentyna, Boliwia, Chile, Paragwaj czy Peru. Przynosili oni różne doświadczenia kultury, Kościoła i zgromadzenia. W Boliwii przez długi czas byłem wykładowcą w WSD archidiecezji Santa Cruz, miałem więc styczność z wychowawcami z różnych zgromadzeń i diecezji, i rzecz jasna z kandydatami do kapłaństwa.Cenne było także doświadczenie współpracy ze zgromadzeniami żeńskimi, którym służyłem głównie jako spowiednik i wykładowca dla postulantek i nowicjuszek w instytutach międzyzakonnych.

    Czy odczuwał Ojciec jakieś obawy w pierwszych dniach misji?

    Wyjeżdżałem z Polski z dwoma współbraćmi, więc to towarzystwo bardziej mnie ośmielało i dodawało animuszu, poza tym młodość jest otwarta na przygody. Wiedziałem też, że na miejscu czekają współbracia. Moje obawy były związane z językiem, nie znałem wtedy jeszcze hiszpańskiego i to mnie w pewien sposób paraliżowało i utrudniało nawiązywanie relacji z miejscowymi ludźmi. Niemniej jednak hiszpański jest dla nas polaków językiem dosyć przyjemnym, więc po kilku miesiącach już można się nim dosyć dobrze posługiwać. Później oczywiście pojawiały się jakieś niebezpieczeństwa, głównie związane z transportem, w Boliwii brakuje dobrych dróg. Drogi są w większości ziemne, górskie i bardzo kręte. Na początku mojego pobytu w Boliwii, pracowałem w górach, poruszanie się samochodem stale na krawędzi przepaści napawało lękiem, nie mniej jednak kontakt z życzliwymi ludźmi, z dziećmi i młodzieżą szukającymi kontaktu z kapłanem dodawał odwagi i sił, rzecz jasna są także współbracia służący wsparciem i słowami otuchy. Co ciekawe, wszystkie moje wypadki samochodowe miały miejsce w święta maryjne, dzięki Opatrzności Bożej i opiece Maryi ze wszystkich wyszedłem cało.

    Czy chrześcijaniew Boliwii narażeni są na prześladowania?

    Boliwia jest ewangelizowana już od blisko 500 lat. Wielkie zasługi w ewangelizacji Boliwii mają głównie franciszkanie, dominikanie, augustianie i jezuici. Słynne redukcje paragwajskie znajdowały się również na terenie dzisiejszej Boliwii i istnieją do dzisiaj, w odróżnieniu od innych krajów gdzie upadły po wygnaniu i kasacie jezuitów.Współcześnie dawne redukcje, są wspólnotami żywej wiary dzięki posłudze franciszkanów, są także centrami kultury, sztuki i tradycji, pod które podwaliny dali jezuici. Pomimo tego, że chrześcijaństwo w Boliwii istnieje już od kilku wieków, w różnych regionach jest różnie wchłaniane przez tamtejszą ludność. Dzieje się tak dlatego, że większość tj. 65% mieszkańców Boliwii to ludy indiańskie stanowiące mozaikę różnych szczepów.Według statystyk ok. 75% mieszkańców stanowią chrześcijanie czy katolicy, natomiast pozostali ludzie należą do różnych sekt lub kultywują jedną z religii naturalnych. Jeśli powstają jakieś napięcia pomiędzy chrześcijaństwem a innymi religiami, to właśnie na styku z odradzającymi się religiami naturalnymi z epoki przedkolumbijskiej. Jest to wykorzystywane przez komunistyczne władze Boliwii, którym przewodzi pierwszy Indianin wybrany na prezydenta. Polityka rządu promuje ideę dekolonizacji i przywrócenia indianizmu, powoduje to pewne utrudniania w działalności Kościoła. Eliminuje się nauczanie religii katolickiej w szkołach, a w zamian proponuje się nauczanie religii naturalnej i promuje jej święta na płaszczyźnie krajowej. Ogólnie jednak te relacje nie są aż tak złe, a utrudnienia są do zniesienia.

    Brakowało Ojcu polskiego jedzenia?

    Tak, oczywiście że brakowało, zawsze się tęskni za smakami z dzieciństwa, za kuchnią mamy, bo to jest najsmaczniejsze i za kuchnią polską w ogóle. Oczywiście w Boliwii nie znają kuchni polskiej, jest inna kuchnia i to jest rzecz naturalna. Niemniej jednak, jakoś staraliśmy się sobie z tym radzić. Kiedy pracowałem we wspólnocie międzynarodowej, w seminarium lub nowicjacie musiałem się dostosować do tamtejszej kuchni. Natomiast kiedy we wspólnocie przez jakiś czas byli tylko sami Polacy, to wtedy przygotowywaliśmy sobie posiłki na modłę polską. Kiedy rodziły się tęsknoty za polskimi smakami, udawałem się zawsze do domu gdzie przebywał nasz brat Dominik, który zawsze miał w zapasie coś polskiego – kiełbaski, kapuśniak czy flaczki. A gdy się chciało coś polskiego i równocześnie wykwintnego, to szło się do sióstr polek, one zawsze miały coś dobrego. Bardzo tęskniłem za kwaśnym mlekiem. Boliwijczycy kwaśne mleko uważają za produkt zepsuty, dlatego je wylewają. Siostry podawały to kwaśne mleko z podsmażanymi ziemniakami i zawsze smakowało.

    Jak możemy wspierać misję i misjonarzy?

    Do każdego z nas jako uczniów Chrystusa jest skierowane to słowo:„Idźcie na cały świat i nauczajcie wszystkie narody”. Oczywiście nie wszyscy mogą wyjechać do krajów misyjnych, ale mogą wspierać misje. Na pewno pierwsza jest modlitwa. Modlitwa ma nieograniczony wymiar i walor. Wiemy że patronami misji są: św. Franciszek Ksawery, który jako misjonarz aktywnie działał w Azji nawracając tysiące ludzi na chrześcijaństwo, drugą patronką misji jest św. Teresa od Dzieciątka Jezus, która przecież nigdy nie wyjeżdżała na misje a jednak poprzez swoje modlitwy, ofiarowanie swoich cierpień, postów i trudów życia wspomagała misjonarzy i misjonarki oraz całe dzieło misyjne. Możemy wspierać misje oddając im część naszego życia, poprzez wyjazd do krajów misyjnych. Wiemy, że nie tylko księża i zakonnicy, ale także wolontariusze z pośród osób świeckich i młodzieży, wyjeżdżają teraz na misje. Jeszcze kilkanaście lat temu, trudno było spotkać na misjach jakiegoś wolontariusza z Polski, a teraz jest ich sporo. Ci młodzi ludzie ofiarowują rok czy dwa na rzecz misji, pomagając tam misjonarzom, młodzieży i dzieciom. Kolejnym ze sposobów wspierania misji jest pomoc materialna. To jest bardzo istotne, dlatego że zazwyczaj Kościół misyjny jest ubogi, infrastruktura jest bardzo słabo rozwinięta, brakuje przede wszystkim kościołów, kaplic i sprzętów liturgicznych. Wspaniałą i konkretną pomocą, którą czynią Polacy, są ofiary na rzecz misji składane każdego miesiąca, ale także działalność MIVA POLSKA i ten grosz od każdego szczęśliwie przejechanego kilometra, który kierowcy przeznaczają na rzecz misji. Za środki pozyskane w ten sposób, jest kupowany sprzęt, bardzo potrzebny misjonarzom do komunikacji: samochody, motory i łodzie. Bez tej pomocy nie bylibyśmy w stanie zakupić dobrego samochodu terenowego czy pół-terenowego, gdyż tylko taki samochód jest tam użyteczny i może posłużyć przez dłuższy czas, ze względu na fatalne drogi. Pomoc materialna jest również konieczna by podnosić wiedzę religijną, poprzez druk lub kupno katechizmów i Pisma Świętego. Środki które otrzymujemy od osób prywatnych czy organizacji, przeznaczamy także na pomoc ludziom w krajach misyjnych, bo niektórzy rzeczywiście znajdują się w bardzo trudnej sytuacji materialnej. Pomagamy dzieciom przy zakupie choćby podręczników czy zeszytów i innych rzeczy potrzebnych do szkoły.

    Dziękuję za rozmowę. Życzę Ojcu błogosławieństwa Bożego w posłudze wychowawcy. Szczęść Boże!

    Jakub Sipiorabr. Jakub Sipiora, Nowicjat Redemptorystów w Lubaszowej

    Wywiad ukazał się biuletynie Nowicjatu Redemptorystów „Góra Tabor” nr 3(81) 2015, ss.12-15.

    Udostępnij