• Śpiewnik Redemptorystów
    Rok Świętego Gerarda Majelli
    Portal Kaznodziejski
    Kult Matki Bożej Nieustającej Pomocy, Płyta CD z pieśniami do MBNP
  • Menu

    O Światowych Dniach Młodzieży raz jeszcze – rozmowa

    O. Jacek Dubel CSsR w Prowincji Warszawskiej Redemptorystóo. Jacek Dubel CSsRw od wielu lat zajmuje się dziełami Nowej Ewangelizacji. Jest dyrektorem krakowskiego biura International Center of Evangelization. Należy do Zespołu do spraw Nowej Ewangelizacji powstałym przy Konferencji Episkopatu Polski. Jako kapłan uczestniczył w Światowych Dniach Młodzieży w Częstochowie.

    o. Tomasz Jurkiewicz CSsR

    o. Tomasz Jurkiewicz CSsR posługuje jako duszpasterz i katecheta w krakowskiej wspólnocie redemptorystów. Dwukrotnie, jeszcze w czasie formacji seminaryjnej, uczestniczył w Światowych Dniach Młodzieży. Jako duszpasterz młodzieży i akademicki jest zaangażowany w przygotowanie ŚDM-u w Krakowie.

     

    WIĘCEJ: Światowe Dni Młodzieży 2016 Redemptor

    br. Tomasz Bil CSsR: Zbliżające się Światowe Dni Młodzieży w Krakowie nie będą pierwszymi, w jakich Ojcowie będą uczestniczyć. Jakie są Ojców dotychczasowe doświadczenia z tymi spotkaniami?

    o. Jacek Dubel CSsR: Do tej pory byłem na jednych Światowych Dniach Młodzieży, które miały miejsce w Częstochowie w 1991 roku. Wtedy miałem już 6 lat kapłaństwa. To był taki okres, kiedy po intensywnej pracy wśród studentów jako duszpasterz akademicki i katecheta, poszedłem na studia i wtedy uczestniczyłem w tym spotkaniu. Dla mnie to było przede wszystkim doświadczenie ogromnego entuzjazmu ludzi, zwłaszcza ludzi młodych, wielkiej spontaniczności, czucia niezwykłej atmosfery i nade wszystko spotkania z Ojcem Świętym które było dla mnie wtedy ogromnym przeżyciem. To doświadczenie spotkania papieża, który jest tak blisko, nie tylko w sensie fizycznym, ale tak bardzo blisko tych ludzi, którzy się tam zgromadzili, którzy przeżywali swoje świętowanie. Od strony organizacyjnej pamiętam sporo śmieci, brudu, ale dzisiaj przede wszystkim przebija się w pamięci ten wielki entuzjazm, radość.

    o. Tomasz Jurkiewicz CSsR: Na Światowych Dniach Młodzieży byłem najpierw w Rzymie, na spotkaniu w Roku Jubileuszowym 2000, było to po pierwszym moim roku w seminarium. Było to wtedy ewenementem, że kleryka po pierwszym roku prefekt zgodził się puścić za granicę. Jechałem z grupą młodzieży, która na co dzień była wolontariuszami w Radiu Maryja, i z o. Piotrem Andrukiewiczem. To był czas poznawania tych ludzi. Znałem ich już wcześniej, bo spotykaliśmy się na wolontariacie pomagając w radiu w wakacje. To byli ludzie różniący się poglądami, których pociągnął na te Światowe Dni Młodzieży chyba właśnie entuzjazm o. Piotra, fascynata ŚDM-ów. Pamiętam z tamtego czasu Rzym wypełniony młodymi ludźmi. Było trudno przejść ulicą z jednej bazyliki do drugiej czy nawet pomiędzy budynkami. Pamiętam niesamowite spotkanie z Janem Pawłem II na Tor Vergata. Spotkanie, które wiązało się z ogromnym wysiłkiem dojazdu na nie, ale bardzo silne duchowo. To było spotkanie papieża już starszego wiekiem, ale umiejącego zafascynować Chrystusem, umiejącego mówić wprost do młodych ludzi. To, jak myślę, przejawiało się później w postawach tej grupy, z którą pojechałem.

    Drugi raz na ŚDM-ie byłem w Kolonii, będąc jeszcze w seminarium. Przed diakonatem mogłem jako akolita udzielać Komunii świętej. To było też piękne wydarzenie, dlatego że mogłem komuś służyć. Taka historia z tych Światowych Dni Młodzieży w Kolonii: W czasie mszy posłania skierowano nas najpierw do miejsca, gdzie mieliśmy rozdawać Komunię. Było nas chyba szesnastu, a osób, którym mieliśmy tam rozdać Komunię, było może dziesięć. Skierowano nas do innego miejsca, gdzie przez dłuższy czas rozdawałem Komunię łamiąc każdy komunikant na fragmenty po kilka milimetrów, bo tak dużo było ludzi, a taka mała ilość Komunii świętej. Ludzi z różnych krajów, tak bardzo łaknących Chrystusa Eucharystycznego. Myślę że to był mocny moment dla samych Niemców, którzy mają różne podejście do Eucharystii…

    T.B.: Czy był jakiś element tych spotkań na tyle dla ojców istotny, że wpłynął jakoś na Wasze kapłańskie i zakonne życie?

    J.D.: Moje kapłaństwo było związane bardzo mocno z osobą Jana Pawła II. Tuż przed pójściem do seminarium spotkałem go jako kardynała jadącego na konklawe, na którym wybrano na papieża Albino Lucianiego, czyli Jana Pawła I. Wtedy potargał mnie po łepetynie, przytulił, pytał, co będę robił. Później pisałem pacę magisterską i licencjacką na temat zagrożeń rodziny w świetle nauczania Jana Pawła II. Cała idea Nowej Ewangelizacji, którą papież podjął, stała się jakby leitmotivem mojej pracy kapłańskiej. Dlatego każde spotkanie z Ojcem Świętym, również to w czasie ŚDM-u, było czymś, co wyzwalało we mnie pokłady fascynacji osobą papieża i zaproponowaną przez niego Kościołowi Nową Ewangelizacją jako pewnym nowym sposobem myślenia, postrzegania wszystkiego w Kościele. Trudno mi powiedzieć, by ten moment w jakiś konkretny sposób kształtował moje kapłaństwo i życie zakonne, ale na pewno był jednym z  wielu, w których doświadczenie spotkania z Janem Pawłem II utwierdzało mnie w tym, co podjąłem jako kapłan, szczególnie już później, gdy pracowałem nad misjami ewangelizacyjnymi, Szkołą Nowej Ewangelizacji czy w ogóle działem ewangelizacji. To właśnie osoba Jana Pawła II ma tu ogromne znaczenie. Myślę że inaczej wyglądałoby moje kapłaństwo, gdyby ktoś inny był papieżem i miał inne koncepcje.

    T.J.: Mogę się przyłączyć do tego, że te dwa wydarzenia ŚDM-u raczej nie miały wpływu na to dotychczasowe kapłaństwo, ale sama postawa papieża Jana Pawła czy też Benedykta XVI w Kolonii. To że Jan Paweł II był takim maratończykiem, niestrudzonym w tym, żeby być z człowiekiem, być dla człowieka, żeby poświęcać się, dać się pożreć przez młodych… W Tor Vergata były te momenty, gdy obecny kardynał Dziwisz już jakby przymuszał Jana Pawła II do tego, żeby zakończyć to spotkanie. Został odsunięty przez papieża żeby dać jeszcze trochę czasu młodym. Myślę że to jest taka cecha, której się nauczyłem od Jana Pawła II, a od Benedykta XVI tego, że on jako człowiek raczej powściągliwy w kontaktach z młodymi ludźmi – a to były jego pierwsze miesiące jako papieża – umiał się złamać, umiał przekroczyć samego siebie, robić wiele gestów, które wcześniej nie były u niego w ogóle zauważalne. Umiał znaleźć takie słowa, żeby z tej teologii, w której jest tak mocno zakotwiczony, powiedzieć tak o Chrystusie, że młodzi ludzie to rozumieli.

    T.B.: Mówiliśmy o Ojców osobistym doświadczeniu Światowych Dni Młodzieży, a teraz chciałbym zapytać o to, co te spotkania znaczą dla całego Kościoła?

    J.D.: Fenomenem tych spotkań jest to, że bardzo wielu mło01adych ludzi, ogrom młodych ludzi spotyka się nagle razem – nie mówiąc już o jakimś wymiarze teologicznym tworzenia Kościoła, chociaż on jest tutaj fundamentalnym, ale ci młodzi tworzą zbiorowość ludzi podobnie reagujących, podobnie myślących. Ujawnia się wtedy wiele takich działań czasem skrywanych przez ludzi – zaczynają się przyznawać do swojej wiary, do swoich przekonań, albo odkrywają, że można to życie przeżywać inaczej. To jeden wymiar dla mnie bardzo istotny. Myślę że Ojciec Święty jakby wykorzystał taki zmysł kibica, który na meczu wspólnie z innymi przeżywa jakieś wydarzenie, w sensie również psychologicznym – solidaryzuje się z innymi przeżywającymi to samo. Druga rzecz to to, że ŚDM to ogromne świadectwo. Nie byłem w Paryżu ale próbowałem śledzić te Światowe Dni Młodzieży. Dla Francuzów setki tysięcy młodych ludzi przyznających się do Chrystusa na ulicach Paryża to było niesamowite świadectwo. Myślę że wtedy Francja mogła przypomnieć sobie o swoich chrześcijańskich korzeniach.

    T.J.: Odniósłbym się tutaj do dwóch sformułowań, które mamy w wyznaniu wiary. Światowe Dni Młodzieży pokazują, że Kościół jest powszechny i apostolski. Spotyka się młodzież z całego świata i to jest ten widoczny znak, że Kościół jest uniwersalny. My możemy mieć różne obrazy tego samego Boga, bo w różnych momentach naszego życia się znajdujemy, ale to jedno drugiemu nie przeszkadza. Nam nawzajem to nie przeszkadza, łączy nas właśnie ta różnorodność. Trochę to paradoksalnie brzmi, nielogicznie… Każdy z nas ma swoją indywidualną relację z Bogiem, a jesteśmy w stanie się spotkać w jakimś miejscu świata, po to żeby przeżywać tę relację z Bogiem. Na różne sposoby, bo Światowe Dni Młodzieży to nie jest tylko katecheza i Eucharystia. Całe popołudnie, ten tak zwany festiwal młodych, pokazuje nam, że tak naprawdę my odkrywamy nasze człowieczeństwo – że nie ma czegoś takiego jak jakaś chora rywalizacja, że nie ma bójek… To jest to dogłębne odkrycie człowieczeństwa, a to wszystko przez pryzmat Ewangelii.

    J.D.: Ja bym do tego, co Tomek powiedział, dodał także i to, że w tej rzeczywistości wyrażania radości i świętowania, także poprzez muzykę czy inne formy kulturalne jak teatr, pantomima, nie tylko doświadczamy rzeczywistości ewangelizacyjnej, chociaż ona również ma tutaj miejsce, ale przede wszystkim doświadczamy tego, o czym mówi św. Paweł: Cokolwiek czynicie, czy jecie, czy pijecie, czy modlicie się, czy, można powiedzieć, bawicie się, Kościół nie jest prowadzony jedynie do pewnych wymiarów dewocji, Kościół to rzeczywistość bardzo żywej, różnorodnej wspólnoty, która wyraża tą swoją żywotność także poprzez umiejętność świętowania, radowania się.

    T.B.: Obecnie posługa kapłańska Ojców dokonuje się w Krakowie, a to główny ośrodek ŚDM-u, dlatego chciałbym zapytać, jak wyglądają tu ostanie przygotowania do tego wydarzenia?

    T.J.: Jestem zaangażowany w to przygotowanie na kilku płaszczyznach. Mamy taką strukturę jak parafialny komitet organizacyjny, mamy taką strukturę jak przygotowanie tak zwanego Dnia Alfonsjańskiego, to znaczy spotkania 27 lipca, kiedy będziemy mieli na rynku podgórskim niedaleko naszej parafii młodzież, która skupia się wokół redemptorystów w ich różnorakich duszpasterstwach na całym świecie. Jest jeszcze płaszczyzna duszpasterstwa akademickiego, na której jestem zaangażowany jako duszpasterz akademicki w archidiecezji krakowskiej. Nasza makrogrupa skupia młodzież związaną z redemptorystami, dlatego wszystko, co jest związane np. z zakwaterowaniem, z wyżywieniem pielgrzymów, z pakietami pielgrzyma, z transportem – spada na parafialny komitet organizacyjny. W innych przypadkach zajmują się tym ludzie zaangażowani w komitet organizacyjny centralny, krakowski. Stąd na naszej głowie, jako osób z komitetu parafialnego, jak i naszych wolontariuszy, jest np. kontakt z grupami. Mamy zgłoszonych ok. 46 grup z 24 krajów, ok. 1,5 tys. młodych ludzi jest na ten moment zarejestrowanych. Większość z nich ma już wykonaną rejestrację i wpłatę za pakiety pielgrzyma i w wielu tych ośrodkach, z których przyjadą, mają comiesięczne, a nawet cotygodniowe spotkania, które mają przygotować do tego wydarzenia. Nasze zadania są bardziej logistyczne, administracyjne. Na przykład w zeszłym tygodniu otrzymaliśmy plecaki dla pielgrzymów, trzeba było przetransportować z ciężarówki 80 kartonów, a że przyszły o 11 przed południem to naszych wolontariuszy nie mogliśmy ściągnąć ze szkół, studiów i pracy, więc z ojcem proboszczem i kilkoma pomocnikami sami nosiliśmy te kartony, śmiejąc się trochę, że już na siłownię nie będziemy musieli chodzić. To są takie prace, które są związane na przykład z tym, żeby wolontariusze poszli do szkół, w których będą nocowali nasi pielgrzymi, żeby posprawdzać warunki zakwaterowania, określić ile pomieszczeń jest potrzebnych na to wszystko. Przygotowania to też kontakt z samymi wolontariuszami. Mamy tutaj co miesiąc, w drugi czwartek miesiąca, spotkania dla nich. To są w większości spotkania warsztatowe ale staramy się tu też zadbać o ich ducha, tak żeby mieli siłę do tego, by w momencie, gdy stres, wysiłek, napięcie stanie się dla nas największy, czyli w drugiej połowie lipca, żebyśmy byli gotowymi na to przyjęcie pielgrzymów. 25 lipca wylądują tutaj, w Krakowie i mam nadzieję, że będziemy na to wszystko przygotowani.

    J.D.: My zaczniemy nieco wcześniej. Jestem dyrektorem Międzynarodowego Centrum Ewangelizacji, które będzie miało swój kampus na terenie studium wychowania fizycznego Uniwersytetu Jagiellońskiego. Po raz pierwszy pojawiła się myśl, by w czasie Światowych Dni Młodzieży zorganizować grupę takich osób, które będą ewangelizować w czasie ŚDM-u. Ta ewangelizacja rozpocznie się już tydzień wcześniej. Kraków, archidiecezja krakowska, jest wyłączona z takich działań, które podejmują inne diecezje, kiedy tydzień wcześniej będą gościć uczestników ŚDM-u i tam organizować dla nich pewien program. Tutaj, w Krakowie, nie mamy takiego przygotowania, natomiast w ramach Zespołu ds. nowej ewangelizacji przy Konferencji Episkopatu Polski, którego szefem jest bp Grzegorz Ryś, pomyśleliśmy, że do Krakowa i tak przyjedzie tydzień wcześniej, a może nawet jeszcze wcześniej, wielu ludzi z całego świata i warto byłoby się tymi osobami zająć. Dlatego też już tydzień wcześniej zostanie zorganizowane miasteczko ewangelizatorów, na obecną chwilę to jest ok. 1600 zgłoszonych już osób. Pobyt w tym miasteczku rozpocznie się od rekolekcji i szkolenia dla nas, a później będzie czas na ewangelizację. To pierwszy tydzień. Natomiast w drugim tygodniu jesteśmy jako wolontariusze zaangażowani w festiwal młodych, tworząc również ekipy obsługujące poszczególne sceny, na których będą dawane świadectwa, będzie modlitwa za uczestników, także ewangelizacja. Są jeszcze sprawy związane ściśle z wolontariatem. Moją rolą jest wspomaganie sekcji dotyczącej festiwalu młodych. Teraz zajmuję się głównie sprawami logistyki. Jest bardzo wiele rzeczy do załatwienia, takich jak wyznaczanie miejsc noclegowych, załatwianie różnych pozwoleń, troska, by nie zabrakło wody, prądu. Trzeba powiedzieć, że tutaj jest dużo pracy, bo przepisy są z jednej strony udogodnieniem, z drugiej strony jest wiele obostrzeń związanych z bezpieczeństwem. Przed nami także czas rozplanowania poszczególnych scen. Takich scen będzie w samym Krakowie w tygodniu przed przybyciem Ojca Świętego pięć, później będzie ich ok. 22-24. To jest ruchome, to wszystko się rozwija. Wokół Krakowa będzie jeszcze 50 następnych scen, tak więc razem ok. 70, które będzie trzeba obsłużyć, poprzydzielać do nich konkretne ekipy. Będzie też trzeba podzielić program w ramach festiwalu młodych i wcześniejszego tygodnia ewangelizacji. To również jest ogromna praca. Tych zespołów zgłasza się bardzo wiele, zwłaszcza wtedy, kiedy już mija termin(śmiech), jeszcze do 15 maja przyjmujemy wolontariuszy, a później się okaże, że ten termin jeszcze się wydłuży… Dzisiaj będziemy też mieć rozmowy na temat toi-toiów i konterów na śmieci (śmiech).

    T.B.: To odnośnie ogólnych przygotowań. A jak taki młody człowiek, który wybiera się na Światowe Dni Młodzieży, może się do tego wydarzenia przygotować?

    J.D.: Chyba Ty, Tomku, możesz więcej powiedzieć, ja już jestem tutaj dinozaurem (śmiech)!

    T.J.: Wydaje mi się, że nie ma co tu mówić o praktycznych rzeczach: co wziąć, a czego nie brać ze sobą. Raczej akcentowałbym to, jakie nastawienie mieć, jadąc. Żyjemy teraz w takim momencie historii ludzkości, w którym dużo się mówi o terroryzmie, o zagrożeniach. Myślę że w kontekście ŚDM-u dobrze byłoby mieć takie nastawienie, że tego spotkania w Krakowie chce Bóg. Tak, aby przybyć tutaj z otwartym sercem, bo naprawdę spotkamy tutaj różnych ludzi: Chińczyków, Afrykańczyków, kogoś z Brazylii… Na przykład w naszej grupie będą ludzie z Singapuru, z Filipin, z Rosji, z Kazachstanu, cała Europa… Będą też Amerykanie, Argentyńczycy… Każdy na swój sposób przeżywa nawet swoją codzienność, każdy z nas podchodzi trochę inaczej do takich najmniejszych spraw, błahych spraw, czysto ludzkich… Mycia się, nie mycia się, dbania o siebie, jedzenia… My naprawdę będziemy mogli tutaj przeżyć dobrą lekcję inkulturacji.

    J.D.: I tolerancji!

    T.J. I tolerancji. Takiego otwarcia umysłu na to, że jest ktoś, kto jest koło mnie, kto może nawet nocuje w tej samej sali, co ja, a który widzi to zupełnie inaczej. Takie bardzo proste sprawy, których doświadczamy będąc gdzieś za granicą… Włosi, Hiszpanie – oni idą troszeczkę później sprać. Oni trochę później wstają. Oni do życia biorą się trochę inaczej niż my i oni to samo zaprezentują na Światowych Dniach Młodzieży. I to jest cudowne, to jest piękne, że my, chcąc się spotkać z nimi na Rynku Podgórskim, będziemy próbowali dopiąć wszystko na ostatni guzik, a oni będą mieli luz. Nie że są fajtłapami, czy nie widzą potrzeby, istoty, ważności tych rzeczy… Ale mają dystans. A my dostajemy przez bieganie za takimi sprawami na przykład skrętu kiszek. Powstała wśród wolontariuszy taka inicjatywa, aby naszych parafian przygotować na przyjazd tych pielgrzymów, żeby między drzwiami kościoła zrobiono plakat, na którym co tydzień będzie się zmieniać zdjęcie grup, które przyjadą. Będziemy mieli Irakijczyków, których część parafian bardzo się boi. Dyrekcje szkół, w których mają oni nocować, też wprost wyrażają swoje zaniepokojenie: Co to za ludzie będą? A księża, którzy się zajmują tymi młodymi ludźmi w Iraku, zapewniają, że to są naprawdę chrześcijanie… Pełni radości, pełni entuzjazmu… Akurat to ja jestem w kontakcie z nimi i jestem zafascynowany tym, że z jednego miasta można zorganizować dwustu młodych ludzi. Z Iraku, gdzie chrześcijanie, katolicy, nie są mile widziani. Jedna część, około stu osób, jest z kościoła chaldejskiego, druga część pochodzi z kilku różnych miast, to jest taka grupa łączona, i oni też nie są mile widziani w istniejących u nich realiach. Mimo to mają ten zapał, żeby podzielić się wiarą. Większość z nich to studenci, którzy chcą koniecznie wrócić z powrotem do swojego domu, żeby kontynuować studia i tam żyć. Zacieram ręce na to ich świadectwo, na ten czas z nimi. Z każdym kontaktem z nimi stają mi się bliżsi.

    T.B.: Mamy Jubileuszowy Rok Miłosierdzia, a Światowe Dni Młodzieży odbędą się w Krakowie, związanym z kultem miłosierdzia Bożego, ze św. Faustyną i Janem Pawłem II. Czy te akcenty będą mocno obecne na ŚDM-ie?

    J.D.: Myślę, że tak. Przede wszystkim przez osobę i osobowość Ojca Świętego Franciszka, który jest dla mnie bardzo redemptorystowskim w swoim myśleniu człowiekiem, który patrzy na drugiego człowieka nie przez pryzmat jakichś koncepcji teologicznych czy zasad moralnych, ale przede wszystkim przez pryzmat Bożego miłosierdzia, Bożej miłości. Dlatego inaczej być nie może, ponieważ wydaje mi się, że postać papieża Franciszka jest tak bardzo wkomponowana w rzeczywistość miłości miłosiernej, że te Światowe Dni Młodzieży nie będą czymś dodanym do kultu czy sanktuarium, ani kult czy sanktuarium nie będą czymś przyklejonym do ŚDM-u. Dla mnie to nie jakiś sztuczny twór, sztuczny zabieg. Wydaje się to być integralną częścią, sposobem tworzenia mentalności tych Światowych Dni Młodzieży, mentalności przesłania o Bogu bogatym w miłosierdzie. Jest to według mnie bardzo naturalne i myślę, że, tak jak często mam zarzut do takich działań, w których próbuje się w Kościele ustanawiać coś na siłę, tak akurat w tym przypadku jestem bardzo szczęśliwy, że to jest Rok Miłosierdzia, że przyjedzie Ojciec Święty Franciszek, a miejsce spotkania jest naznaczone Bożym miłosierdziem… To wszystko razem tworzy jedną wielką harmonię.

    T.J.: My jako Polacy mamy dość mocno wyakcentowany kult osoby św. Jana Pawła II i św. Faustyny, a papież zwołał rok jubileuszowy i dał mu nazwę: Miłosierni jak Ojciec. Nie jak Jan Paweł II, nie jak s. Faustyna. To chyba jest to, czego my potrzebujemy – skoncentrowania się na tym, co robi Bóg, jaki On jest… Byśmy spotkali Jego, Boga samego, także w czasie tych Światowych Dni Młodzieży, przy pomocy świętych, tak, ale z akcentem na Ojca, bo On jest tym, który daje nam życie, który to życie podtrzymuje i który wybacza.

    J.D.: Myślę że to jest też ukazanie tego, byśmy nie byli zamknięci jako Polacy w jakimś partykularyzmie, w tym, że to my mamy koncepcję na miłosierdzie, a nawet że my jako katolicy mamy koncepcję na miłosierdzie. Uczestnikami tych Światowych Dni Młodzieży będą także chrześcijanie z innych kościołów, innych wyznań i bardzo dobrze się dzieje, że pojęcie miłosierdzia i Boga miłosiernego nie jest utożsamiane tylko z s. Faustyną i Łagiewnikami. To są tylko pewne znaki na drodze Kościoła, to pewien charyzmat osoby, przez którą Bóg o czymś przypomniał. Myślę, że to, co mówił Tomek, jest istotne: Pewien uniwersalizm patrzenia, a jednocześnie głębia patrzenia na to, kto jest źródłem miłosierdzia, kto jest Miłosierdziem: że to nie tyle Łagiewniki i s. Faustyna, tylko Bóg, który jest sercem miłosierdzia.

    T.B. Ostatnie pytanie: Dlaczego warto jechać na Światowe Dni Młodzieży?

    J.D.: Żeby nie stracić czegoś bardzo ważnego. To tak od strony negatywnej… Bo szkoda tracić ważne rzeczy w życiu, które mogę przyczyniać się do doświadczenia, które przemienia. Dzisiaj naprawdę czymś istotnym w naszym życiu, w naszej religii, jest doświadczenie. Nie to, co się mówi o Panu Bogu, tylko doświadczenie spotkania. To jest coś niesamowitego, czego nie wolno stracić. A w sensie pozytywnym? Warto przyjechać żeby pozwolić się zaskoczyć. Wielu rzeczom. Tomasz wspominał o różnorodności, o bogactwie, o inności, o modlitwie, ludziach, wydarzeniach. Warto być tym, który daje się zaskoczyć Bogu… Bogu, który ma dla nas bardzo wiele niespodzianek.

    T.J.: Oczywiście znów będę generalizował, czego nie powinno się robić: My lubimy się trzymać pazurami naszego poglądu, naszej wizji Kościoła, obrazu Boga, przekonań… A Światowe Dni Młodzieży są momentem, w którym Bóg chce jakby wszystko zmienić, bo chce nam pokazać siebie takim, jaki jest. Za każdym razem jest On dla nas inny, bo jutro będziemy Go odbierać może inaczej niż dzisiaj Go odbieramy… No i bylibyśmy głupi, gdybyśmy nie chcieli Go spotkać… Dlatego mówię tak mocno, że bylibyśmy głupi, bo tutaj będą się dokonywały naprawdę wielkie rzeczy. Tu nie przyjadą ludzie w 100% tylko i wyłącznie pobożni, rozmodleni, święci, moralnie poukładani. Tu przyjadą ludzie najróżniejsi. I ty możesz się od nich czegoś nauczyć, czegoś zaczerpnąć i oni mogą coś otrzymać od ciebie. Ta wymiana… Stać się takim, jak Bóg. Dać się przebóstwić, dać się zaskoczyć tym spotkaniem z Bogiem…

    Wywiad ukazał się w „Rodzinie Odkupiciela” – biuletynie WSD Redemptorystów w Tuchowie, 1(74) 2016.

    Udostępnij