• Śpiewnik Redemptorystów
    Rok Świętego Gerarda Majelli
    Portal Kaznodziejski
    Kult Matki Bożej Nieustającej Pomocy, Płyta CD z pieśniami do MBNP
  • Menu

    Nam nie chodzi o meblowanie umysłów – rozmowa z o. prof. A. Wodką CSsR

    Z o. prof. Andrzejem Wodką CSsR, prezesem Akademii Alfonsjańskiej, rozmawia Małgorzata Jędrzejczyk. 

    Został Ojciec przewodniczącym Komitetu Dziekanów i Prezesów Papieskich Uczelni w Rzymie. Jakie znaczenie ma to gremium?

    – Nie jest to gremium wykonawcze. Stanowi ono raczej platformę porozumienia i wzajemnej współpracy 20 spośród 23 wyższych uczelni papieskich w Rzymie. Komitet Dziekanów i Prezesów wydziałów teologii ma własny statut, zatwierdzony przez watykańską Kongregację ds. Wychowania Katolickiego. Jest tym forum naturalnie zainteresowana także Konferencja Rektorów Papieskich uniwersytetów rzymskich, której aktualnie jestem sekretarzem. W tym sensie służę także jako pewien pomost pomiędzy tymi różnymi ugrupowaniami troski o jakość papieskiej wyższej edukacji katolickiej.

    Na czym polega współpraca tych uczelni papieskich?

    – Jest to współpraca na wielu poziomach. Dwadzieścia fakultetów teologicznych tych uczelni utrzymuje ze sobą w miarę bliski kontakt. Dziekani fakultetów teologii i prezesi wyższych instytutów specjalistycznego kształcenia teologicznego potrzebują się ze sobą spotykać, by razem zajmować się problematyką dydaktyczną, programową i organizacyjną, a także wypracować wspólny głos odnośnie do istotnych sugestii do przekazania wyższym instancjom, do których należy np. Kongregacja ds. Wychowania Katolickiego.

    Rzymskie uczelnie kształtują społeczność międzynarodową. Zdobytą wiedzę studenci zaniosą do swoich krajów. To ogromne wyzwanie dla uczelni.

    – Jest to specyfika watykańskich instytucji wyższej edukacji, które różnią się od innych struktur uniwersyteckich, standaryzowanych w oparciu o prawodawstwa państwowe. Do nas docierają ludzie z całego świata katolickiego, co przynosi ze sobą różnorodność kultur, głęboko zakorzenioną wśród seminarzystów, kapłanów i świeckich studiujących na tych uczelniach. Niesie to za sobą różnorodność warsztatową, różnorodność poziomów osiągniętej dotychczas wiedzy. Bywa to czasem dalekie od stereotypów: dobrze przygotowani studenci, np. z Afryki lub z Azji, mogą posiadać wyższy poziom wiedzy niż ich koledzy np. z Europy.

    450,253,cfc6a80f99e06fd26606522edf2efe1d4abd728fZetknięcia różnych kultur nie są jednak początkowo łatwe. Często ludzie pochodzący z Afryki mogą do końca nie dowierzać Zachodowi, że autentycznie się na nich otwiera (pokutują tu kompleksy niższości), z kolei ludzie pochodzący z Azji mogą uważać, że ich kultura jest na takim samym lub wyższym poziomie jak inne (kompleks niedocenienia własnej tożsamości). To sprawia, że studenci, a nawet profesorowie, nie zawsze umieją się od razu integrować we wspólnych wartościach Ewangelii.

    W tym kontekście uniwersytety, atenea i instytuty papieskie doskonale zdają sobie sprawę z tego, że w kształtowaniu „profesjonalnych” teologów nie chodzi o tradycyjne „meblowanie umysłów”. Chodzi raczej o stwarzanie umiejętności sprawnego i autonomicznego myślenia teologicznego, by każdy z absolwentów w ramach własnej kultury i uwarunkowań przeszczepiał zdobytą wiedzę na własny grunt. Wspólnym mianownikiem wielokulturowości jest tworzenie osoby jako takiej, w ramach jej kultury i społecznych uwarunkowań. Formacja ludzka jest procesem trwającym do końca życia; kształtujemy się, odpowiadając ciągle na dar i powołanie Boże, i w tym sensie temat formacji całościowej, holistycznej nie może umknąć uwagi. Jeśli zatem uczelnie papieskie przedstawiają swoją ofertę edukacyjną, starając się nieustannie doprecyzować metodę, klarowność wykładu i proces wdrażania poznanej wiedzy, to po to, by kształtować studentów do samodzielnych poszukiwań naukowych, ale także do tego, by w pokornej służbie teologii jako dyscypliny naukowej integrowali się jako osoby ludzkie na coraz wyrazistszym poziomie własnego rozwoju i świadectwa poznanej prawdy.

    Wyznacznikiem w tych poszukiwaniach jest Prawda. Jak mówił Benedykt XVI, stanowi ona oś poszukiwań naukowych na uniwersytetach.

    – Sama koncepcja prawdy nie może się utożsamiać jedynie ze zrozumieniem czegoś. Byłoby to czysto sokratejskie zrozumienie prawdy, polegające na tym, że skoro rozumiem prawdę, to już umiem nią żyć, niemal automatycznie. Jak mówi Pismo Święte, nawet „złe duchy wiedzą i drżą” (Jk 2,19), to znaczy sama ich wiedza na temat Pana Boga nie przekształca się w relację miłości z Nim, lecz raczej w niezrozumiały dla nas bunt. Służba Prawdzie, z którą się wchodzi w relację miłości, może wyzwalać człowieka, a więc sprawiać, by poniekąd nieustannie „budził się” w Bogu i odnajdywał w Nim swoje egzystencjalne współrzędne, swoje źródło i przeznaczenie. Tak poznana prawda, kiedy przekształca się w coraz żywszą relację z Bogiem, ocala i zbawia człowieka. W tym sensie dodarcie do prawdy pozwala człowiekowi oddychać poniekąd „tlenem transcendencji” i marzyć o czymś większym, co go przerasta i zarazem zachwyca. Tak utrwala się w nas umiejętność trwania z Bogiem w nieustannej więzi, a prawda, z samej wizji rzeczywistości, przekształca się w historyczny kontakt z Prawdą jako Osobą. Pan Bóg wypowiedział się ostatecznie nie w skodyfikowanych kanonach wiedzy, lecz w żywej Osobie Jezusa, który sam określił się jako droga, prawda i życie (J 14,6).

    Akademia Alfonsjańska specjalizuje się w teologii moralnej. Co św. Alfons może zaproponować współczesnym moralistom?

    – Teologia moralna ma w tej chwili szczególny moment. Teraz znów może wybrzmieć jaśniej głos św. Alfonsa Marii Liguoriego, Doktora Kościoła, który jest patronem teologii moralnej nie tylko jako systemu teologicznego, ale przede wszystkim jako „wiedzy terapeutycznej”, tzn. leczącej konkretnego człowieka z wielorakich ran jego własnej, historycznej słabości.

    Chwałą Boga jest przecież dynamicznie żyjący, szczęśliwy człowiek. Taka egzystencja przynosi Stwórcy chwałę, nie zaś niewolnicze wykonywanie rozkazów jakiegoś dalekiego Bytu Najwyższego. Przekaz świętego Alfonsa wraca dzisiaj w tym sensie, że wszystko, co człowieka dotyczy, zaczyna się od miłości i na miłości się kończy. Teologia moralna św. Alfonsa zaczyna nam ponownie mówić, także poprzez magisterium Papieża Franciszka, że Pan Bóg pragnie ludzi wolnych, usynowionych w Jezusie i prawdziwych dziedziców Nieba, a nie precyzyjne sługi, które będą doskonale wypełniać Jego oczekiwania, ale nie są Synami! Gdyby Bóg tego tylko chciał, stworzyłby sobie ludzi niejako „zaprogramowanych”, do których wirus zła nie miałby dostępu. Ale skoro Pan Bóg zdecydował się na to, by dać nam bardzo niezwykły dar, jakim jest wolność, to jednak musimy dopuścić daleko idącą destabilizację ludzkiej historii: człowiek może powiedzieć Bogu „nie”. Ale nawet wtedy Bóg chce człowieka odzyskać, a nie po prostu odrzucić lub bezpowrotnie potępić.

    Teologia moralna przygotowuje do dialogu, także pomiędzy religiami. Czy na poziomie intelektualnym, np. poprzez uniwersytety, jesteśmy w stanie obronić naszą wiarę?

    – Uniwersytety mają w tym wymiarze wielką rolę, w której nikt ich nie zastąpi. Nie mogą jednak wpaść w pułapki przeintelektualizowania wiedzy, używania hermetycznie zamkniętego języka, dostępnego jedynie wąskiemu gronu specjalistów, ale którego „zwyczajni” ludzie po prostu nie rozumieją. Kiedy tak się dzieje, uczelnie zaczynają niestety żyć same dla siebie i wchodzą w zamkniętą przestrzeń samowystarczalności. To zaś sprawia, że uniwersytety tracą swoją tożsamość: z miejsca wiedzy scalającej i skupionej na autentycznym życiu człowieka, przekształcają się w politechniki, które przekazują wiedzę ściśle techniczną, wycinkową i, niestety, natychmiast podporządkowaną, niemal wyłącznie, prawom ekonomii, prawom opłacalności. Religia zaś przynosi ze sobą więź z Bogiem, która wszystko ze sobą łączy. Słowo „uniwersytet” pochodzi od łacińskiego „uni-vertere”, które oznacza kierowanie wiedzy i życia ku temu, co jest Jednością wszystkiego, a co ostatecznie odnajdujemy w Panu Bogu. Gdybyśmy stracili tę zdolność prowadzenia człowieka jako jednostki i jako grup społecznych, narodowych czy religijnych, jako całej ludzkości, w stronę tego „Unum”, którym jest Pan Bóg, Jego Kultura Życia, w stronę przeznaczenia wiekuistego, jakie przed nami otworzył, to wówczas bylibyśmy tylko poli-technikami, osobami zdolnymi do wykonywania ściśle określonych zadań, ale bez wizji całości. Uniwersytety mają do odegrania taką właśnie rolę: uczą umiejętności harmonijnego myślenia wraz z innymi, ale także odwołują się do pewnego, udzielonego nam w Chrystusie „geniuszu” prawdziwego poznania, którym odkrywamy Bożą wizję na temat wszystkiego, a także to, co zostało jakby „zaklęte” w naturę człowieka, a która ciągle ma dla nas mnóstwo tajemnic do odkrycia.

    A w czym przejawia się społeczna rola uniwersytetów?

    – Uniwersytety to tzw. domy wiedzy, domy myślenia i życia myśleniem. Są miejscem dialogalnego przenikania się różnych wymiarów Życia, w tym komunikacji prawdy, pytań, rozmów, wymiany doświadczeń, są gościnne dla nowości, dla różnic, których zadaniem jest ubogacać, nie ranić. I wówczas uniwersytety mogą świadczyć, że są same w sobie społecznościami ludzi, którzy chcą przekazywać to, co zdobywają, ale też którzy pragną natychmiast unaocznić „na sobie”, jak funkcjonuje poznana prawda. Dlatego uczelnie są jakoś chore, kiedy stają się siedliskiem niezdrowej rywalizacji, kiedy brakuje zespołowości, kiedy dominuje niezdrowa fascynacja bezlitosną konfrontacją.

    Rolą uniwersytetów jest wspólnotowe odkrywanie prawdy i dzielenie się nią pośród naukowców i szerszych społeczności. Nowe szanse i wymogi stawiają przed nami nowoczesne środki komunikacji społecznej, choćby takie jak popularny Twitter. Poprzez nie, w skrótowej, zwięzłej formie, możemy nauczyć się przekazywać ważne, żywotne i zmieniające rzeczywistość treści. Te nowe czasy sprawiają, że my – pracownicy uniwersytetów – możemy i musimy wytworzyć wspólnotę aktualnego myślenia, poniekąd natychmiastowego dzielenia się choćby fragmentami odkrytej prawdy. Ta wspólnota powinna wylewać się na świat, w realnym czasie, na każdy możliwy sposób. Nie tylko przez wykłady, publikacje czy sympozja, ale przez autentyczne świadectwo życia i prawdziwą komunikację. Bo przecież nie studiujemy dla siebie czy też dla tytułów, lecz dla wyzwalania ludzkich sumień, stwarzania nowych paradygmatów szczęśliwego życia jednostek i ich koegzystencji społecznej, w ramach naszych rodzin, w ramach naszych duchowych i historycznych ojczyzn.

    Dziękuję za rozmowę.

    Artykuł opublikowany na stronie: naszdziennik.pl

    Udostępnij