| |
W Nim żyjemy, poruszamy się
i jesteśmy
- s. Agnieszka Kot OSsR
Kilka lat temu odwiedziła nas młoda dziewczyna. Polka. Od dzieciństwa mieszka w Kanadzie. Tam kształtował się jej świat wartości, przekonań, wiary. Po raz pierwszy w życiu była w klasztorze klauzurowym. Na początku spotkania zadawała dużo bardzo konkretnych pytań: jak wygląda nasz dzień, z czego się utrzymujemy itd. Zadawała takie proste pytania próbując znaleźć odpowiedź na inne, którego na początku chyba nie była wcale świadoma, które zrodziło się w niej spontanicznie. Być może już w chwili, kiedy zdecydowała się tu przyjechać? A może dopiero, kiedy przekroczyła próg tego domu? Bóg to wie. Ona zadała je na końcu. Brzmiało dość banalnie, było jednak do głębi niepokojące: "Ale po co wy tu właściwe jesteście?" Odpowiedziałam jej, że właśnie po to, żeby ona postawiła sobie to pytanie. Zamilkła. Przeczuła odpowiedź. W jej oczach pojawiło się światło. Miałam wrażenie, że jestem świadkiem jej spotkania z Bogiem. Tak. Ona przeczuła, że tylko Bóg jest racją takiego sposobu życia, odpowiedzią na jej pytanie.
Nigdy nie zapomnę tamtej rozmowy, tego światła w jej spojrzeniu. Kiedy wyjeżdżała, miałam pewność, że nie tylko znalazła tu odpowiedź na swoje pytania. Ona spotkała tu Boga.
To był ważny moment również w moim życiu. Zrozumiałam, że sama nasza obecność może być dla wielu ludzi kolebką pytań o Boga.
Kiedy spotykamy się z ludźmi zazwyczaj zadają wiele pytań, takich jak owa dziewczyna, ale w gruncie rzeczy one wszystkie streszczają się w tym jednym pytaniu: "Ale po co wy tu jesteście?"
W jednym artykule trudno jest dać odpowiedź wyczerpującą i pełną. Mówiąc szczerze jest to wręcz niemożliwe. Z tym pytaniem trzeba po prostu żyć. Ono musi rozbrzmiewać w naszych sercach. Wszyscy potrzebujemy dobrze zrozumieć, po co są w Kościele osoby Bogu poświęcone. Odpowiedź na pytanie o sens takiego życia musi dojrzewać razem z nami i być adekwatną do stopnia naszej wiary. Spróbujmy dzisiaj zatrzymać się tylko nad niektórymi z możliwych odpowiedzi. Może będą one jakąś prowokacją do dalszych wewnętrznych poszukiwań.
Wielki Obecny
Kiedy słyszę pytanie: Co wy tu robicie? Najchętniej odpowiedziałabym: Jesteśmy. Rzadko ludzie pytają o sens, o jakość i kształt życia. Myślą raczej kategoriami użyteczności: Do czego to służy? Jakie są efekty? Jakie osiągnięcia mamy na naszym koncie? A my po prostu jesteśmy. Jesteśmy, i samo nasze istnienie jest realizacją misji. Uobecnia miłość Chrystusa na ziemi, prowokuje do pytań o Boga, o sens życia o głębię naszej wiary, wskazuje wszystkim, dokąd zdążamy. Jak już wspomniałam, tylko Bóg jest racją takiego sposobu życia. On po prostu chciał, aby byli ludzie, którzy będą żyć tylko dla Niego, którzy zajmą się Nim wyłącznie i oddadzą Mu swoje serce niepodzielone. On jest tego godzien. I tylko Bóg. Nie chodzi nawet o to, aby On był najważniejszy w życiu, ale by On był całym życiem.
Jakiś fragment odpowiedzi na pytanie o sens istnienia życia konsekrowanego daje sama geneza jego powstania. Otóż w IV wieku, po edykcie mediolańskim, chrześcijaństwo stało się religią oficjalną, zakończyły się krwawe prześladowania. Do tego momentu wielkim świadectwem miłości do Boga byli męczennicy za wiarę. Zakończył się okres prześladowań, ale pozostali ludzie, którzy pragnęli złożyć świadectwo prawdzie, że Bóg jest największą wartością. Porzucali oni wszystko, swoje dotychczasowe życie i udawali się na pustynię. Tam oddawali się wyłącznie poszukiwaniu Boga. Tak się zaczęło.
Można powiedzieć, że wyznanie wiary składane przez te osoby, zastąpiło wyznanie wiary, składane dotychczas przez męczenników.
Dzisiejszy świat usiłuje uczynić Boga Wielkim Nieobecnym. Oglądamy filmy i programy w telewizji, w których człowiek sam dla siebie jest całym prawem. Bohaterowie wygłaszają "sentencje" o tym, co w życiu najważniejsze. Takie słowa jak: człowiek, miłość, dobro, wolność, piękno zastępują wielu osobom religię i wymagania związane z wiarą. Iluż wśród nas ludzi, którzy sami decydują, które przykazania Dekalogu będą zachowywać, a które uznają za "ograniczające ich wolność". Człowiek i jego subiektywnie uznane dobro staje się jedynym punktem odniesienia. Boga chce się uczynić wielkim nieobecnym.
W takim kontekście współczesnego świata, klasztory są coraz bardziej potrzebne, żeby samym swoim istnieniem przypominały o Wielkim Obecnym. Kształt naszego życia, znaczny ilość czasu poświęcana modlitwie, a zwłaszcza składane śluby: czystości, ubóstwa i posłuszeństwa są świadectwem - sposobem głoszenia, że Bóg jest początkiem i końcem, nie my sami. Żyjemy w czystości, bo On jest całą i nieskończoną miłością człowieka. On sprawia, że człowiek, który Mu się oddaje jest szczęśliwy głębią i pełnią życia, jaka jest niemożliwa do osiągnięcia na drodze konsumowania przyjemności i nie ma z nią nic wspólnego. Żyjemy w ubóstwie, bo On jest całym naszym bogactwem i tak nasyca głód serca ludzkiego, że nie szuka się już nic innego. Żyjemy w posłuszeństwie, bo to On jest Panem naszego życia. Jemu poddajemy całą naszą egzystencję. Chcemy żyć Jego upodobaniem, a nie własnym. Oddajemy naszą wolność do dyspozycji Boga i Kościoła, bo On jest całą naszą wolnością. Jednym słowem - żyjemy w ten sposób, bo On jest. Co więcej - jest miłością i mocą, która sprawia, że takie życie jest w ogóle możliwe.
Życie konsekrowane ma wiele form i charyzmatów. Duch Święty poprzez historię zbawienia zawsze pobudzał ludzi, którym pozwalał zobaczyć konkretne potrzeby Kościoła i odpowiedzieć na nie. Każde zgromadzenie czy zakon ma konkretne pola oddziaływania, misję - zgodnie ze swoim powołaniem. Służba jest przecież nieodłączną częścią ludzkiego życia, bardzo konkretnym sposobem podarowania siebie innym. Jednak nie to jest pierwsze w życiu osób konsekrowanych. Pierwsze jest: być całym dla Boga. Cała reszta jest tylko kształtem, drogą, którą wychodzimy na spotkanie potrzebom Kościoła.
Życie klauzurowe w Kościele
Odpowiedzmy sobie najpierw na pytanie: Cóż to takiego jest klauzura? Ktoś niedawno powiedział nam, że kiedy myśli o znaku klauzury, to przed oczami ma obraz źródła, do którego przychodzą ludzie, by napić się czystej wody. Wokół niego szybko zrobi się błoto i trudno będzie dosięgnąć. Kiedy natomiast przystosuje się to miejsce do czerpania wody, przez obmurowanie go, wtedy źródło pozostaje czyste i łatwiej z niego zaczerpnąć. Obraz, jak każdy obraz, może być niedoskonały, ale oddaje coś z tajemnicy życia kontemplacyjnego, klauzurowego. Wyjaśnia też poniekąd sam znak klauzury.
Jest to jakaś zamknięta, wydzielona przestrzeń. Przestrzeń, do której nie wchodzi się tak po prostu. Ona jest potrzebna mniszkom, aby mogły realizować swoje powołanie, ale jest też darem dla osób, które szukają ciszy i klimatu modlitwy. Pewnego rodzaju ograniczenie przestrzeni, kontaktów, ilości bodźców i wrażeń sprzyja życiu w skupieniu i kontemplacji Boga obecnego. Klauzura jest jakby sakramentem - widzialnym znakiem niewidzialnej łaski. Albo inaczej - przestrzenią, którą upodobał sobie Bóg, aby obdarzać ludzi Sobą.
Słowo to kojarzy się często z jakąś surowością, radykalizmem. Jest rzeczywiście znakiem radykalnym. Nie głosi jednak surowości życia, ale prawdę, że BÓG SAM WYSTARCZY. Naprawdę wystarczy do szczęścia!
Człowiek, który raz skosztuje "słodyczy Pana", spotka Go, doświadczy jak ogromną miłością został przezeń obdarzony, nie potrafi już znajdować nasycenia, spełnienia, nawet upodobania w, nazwijmy to, "ziemskich sprawach". Nie myśli o tym, czego się wyrzeka. Cieszy się Bogiem, którego kocha. I to wystarczy! Chciałabym to wyśpiewać całemu światu, że to wystarczy!
Mniszki redemptorystki
Na koniec, nie mogę pominąć misji naszego zakonu. Wpisuje się ona w to wszystko, co do tej pory powiedziałam. Jesteśmy wspólnotą kontemplacyjną i klauzurową. Są jednak akcenty szczególnie nam drogie, stanowiące nasz charyzmat, którym służymy Kościołowi.
Podstawą naszej duchowości jest tajemnica Wcielenia Boga. Jezus przyjął nędzę naszej ludzkiej kondycji, uczynił swoimi wszystkie, z wyjątkiem grzechu, wymiary naszej ziemskiej egzystencji. Stał się nam po prostu bliski.
Kontemplując Wcielonego Boga, M.Celeste Crostarosa jako pierwszą regułę zostawiła nam jedność serc i wzajemną miłość. Dojrzewając codziennie w miłowaniu pragniemy w ten sposób pozostawać dla świata znakiem miłości Boga. Pragniemy ją uobecniać. Wysiłek przekraczania siebie, walki z egoizmem staje się modlitwą za świat i lekarstwem na jego zranienia spowodowane ludzką pychą i wszelkim brakiem miłosierdzia. Kiedy ktoś przychodzi powierzyć nam trudne relacje rodzinne, małżeństwo zagrożone rozbiciem, modlimy się za nich nie tylko słowami. Modlimy się za nich, kiedy w codziennym życiu wybieramy miłość, przebaczenie, pojednanie.
Innym wymiarem przeżywania tajemnicy Wcielenia Boga jest sposób przeżywania klauzury. Staramy się dzielić z ludźmi, w bezpośrednim kontakcie, owoce kontemplacji. Spotykamy się z tymi, którzy tego potrzebują. Wiele osób przychodzi, by powierzyć nam swoje udręki i życiowe dramaty. Mogą oni również modlić się razem z nami. Modlimy się za nich i z nimi.
Oczywiście to "kochanie ich Sercem Jezusa" jest możliwe tylko wtedy, gdy najpierw każda z nas będzie żyła w głębokim zjednoczeniu z Jezusem. Żeby coś komuś przekazać, najpierw samemu trzeba tym żyć. Największym pragnieniem redemptorystki jest, aby każdy, kto stąd odchodzi przypomniał sobie, że jest ukochanym dzieckiem Boga, że Jezus ukochał go aż do "bezgranic" swojej Męki i Śmierci, że jest ważny i niepowtarzalny dla Boga. Żeby to przekazać drugiemu - niekoniecznie słowami, trzeba najpierw w głębokiej modlitwie nabyć tej pewności we własnym sercu. Wtedy miłość Boga sama promieniuje i udziela się innym. Codzienne przebywanie z Jezusem, modlitwa praktykowana całymi latami nabiera takiej mocy, że kiedy spotykamy się z człowiekiem, możemy nic nie robić i nawet niewiele powiedzieć, a on odejdzie z pewnością, że spotkał Jezusa.  |
|
 |