| |
Rekolekcyjne wędrówki ze Słowem życia
- s. Maria Pierzchała OSsR
Wybrałam się z Tobą, Panie, w daleką podróż.
Nie przypuszczałam nawet, że dotrzemy w tak odległe zakątki:
była to podróż do serca mojego i Twojego.
Popłynęłam jakby w górę rzeki,
do źródła,
przedzierałam się przez gęstwiny myśli i wyobrażeń,
ale wciąż płynąc z tym nurtem pragnienia,
które nie pozwalało mi spocząć.
Czasem pod wiatr lękowi i rozpaczy
zajętych moją znikomością
albo pragnących moich wyniosłości.
Pokonałam je dzięki jedynemu Przewodnikowi,
który był jakby żaglem i sterem jednocześnie;
dzięki Tobie, Słowu, Logosie,
który tworzyłeś harmonię z chaosu myśli,
opanowując je stopniowo tajemną swą wiedzą,
przenikającą bez trudu z umysłu do serca,
i tworząc między nimi pomost jedności.
Nie zniechęciła Cię moja ciemność,
bo ona nie była dla Ciebie mrokiem,
a nawet lśniła światłem w najciemniejszą noc (Ps 139, 12).
Wierzyłam Ci i chłonęłam Twój głos (Pnp 2, 8n),
nadsłuchiwałam Twych kroków,
biegnących przez góry i pagórki.
I nie zawiodłam się:
przychodziłeś wciąż, wyznając mi swą miłość.
Stawałeś za murem,
zaglądałeś przez okno
i mówiłeś, że miły Ci jest mój głos
i dla Ciebie twarz ma pełna wdzięku.
Wtedy zima zamieniła się w wiosnę,
skrzeczące gawrony w synogarlice,
a w mroźny poranek nawet krzew winny zapachniał.
Razem z Maryją
wyśpiewywałam twoje miłosierdzie
i wielkie rzeczy uczynione niegodnej (Łk 1, 46n).
Jak we wschodniej liturgii
wielokrotnie wołałam z głębokości (Ps 130),
a Ty znowu nachylałeś ucha,
bym Ci mogła na nowo zaufać,
Tobie i twojemu słowu.
Serce mówiło, że już niczego nie pragnie
i uspokajało się jak na łonie swej matki (Ps 131),
w pokornym śnie odpoczynku.
Potem rozśpiewało się radością,
rozpłynęło łzami,
gdy Pan odmienił jego losy (Ps 126)
i prawie snem wydawało się
to słodkie trwanie przy Nim,
Krzwie Winnym, uprawianym przez Ojca (J 15),
najlepszego Siewcę i Ogrodnika.
I noc się posunęła a przybliżył się dzień
i dalej szukałam mądrości w modlitwie (Syr 51, 13n);
dusza moja walczyła o nią
na jawie i we śnie,
chcąc odrzucić brzemię grzechu,
bo już było dla niej za ciężkie.
A potem znów rozweseliłam się w Panu (Iz 61, 10n),
bo przyodział mnie w szaty zbawienia
i nazwał swoją wybraną, ukochaną...
A radość ta była wielka,
choć pogardą i krzyżem znaczona.
Na koniec dałeś mi swe przykazanie (J 15, 12n)
o miłości ofiarującej życie za przyjaciół.
Nie dziwiłam się, bo przecież byłam Twoją latoroślą,
co takie właśnie owoce przynosić powinna.
Wreszcie: Zapominając o tym, co za mną,
a wytężając siły ku temu, co przede mną,
pędzę ku wyznaczonej mecie... (Flp 3, 13n)
Biegnę ku Tobie, moje Słońce!
 |
|
 |
|