| |
Kontemplacja - środek znieczulający
- s. Ewa Klaczak OSsR
Zdarza się, że czyjeś odwiedziny w naszym klasztorze rodzą w ludziach pytania, z których najważniejsze dotyczy tego, co my właściwie tutaj robimy, czym się konkretnie zajmujemy. Kiedy mówimy o tym, że jesteśmy klasztorem kontemplacyjnym pojawiają się następne pytania: czym właściwie jest ta kontemplacja, czy nie jest to jakiś rodzaj ucieczki od współczesnego świata, z jego problemami i cierpieniami?
Prawdą jest, że nasze życie w zamkniętej przestrzeni to "zajmowanie się jedynie Bogiem"(VS 8). Oczywiście, jak zaznacza "Verbi Sponsa", mniszki niosą w sercach cierpienia i niepokoje tych, którzy uciekają się do nich, są również głęboko złączone z dziejami Kościoła i współczesnego człowieka. To zadane nam budowanie Królestwa Bożego odbywa się przede wszystkim na sposób duchowy, właśnie przez "zajmowanie się jedynie Bogiem". Niełatwo jest to zrozumieć nawet tym, którzy uważają się za wierzących, a jednak "odrobina czystej miłości jest bardziej wartościowa przed Bogiem i wobec duszy i więcej przynosi pożytku Kościołowi niż wszystkie inne dzieła razem wzięte"(św. Jan od Krzyża - "Pieśń duchowa"). Milczące promieniowanie miłości ma więc wielką, trudną do pojęcia wartość i nie da się tego nikomu tak po prostu wytłumaczyć i wyjaśnić. To "zajmowanie się Bogiem" obejmuje modlitwę, ascezę i gorliwą troskę o rozwój życia duchowego (patrz VC 59). Zresztą o życie duchowe ma troszczyć się nie tylko siostra klauzurowa, o czym przypomniała nam kiedyś ankieta przeprowadzona przez kwartalnik "Życie duchowe". Spotyka się coraz więcej ludzi, którzy pielęgnują życie wewnętrzne i chcą ofiarować Bogu coś więcej, nie zaniedbując przy tym codziennych obowiązków wynikających z ich powołania. Życie duchowe nie stanowi bowiem pewnego rodzaju przyprawy do życia, ale raczej jego esencję.
Z drugiej strony tylu chrześcijan nie ma głębszego pojęcia o kontemplacji Boga, który chce obdarowywać i uszczęśliwiać człowieka. A kontemplacja jest dziś potrzebna jak nigdy dotąd. Większość ludzi żyje bowiem w świecie pełnym hałasu, w świecie nastawionym na efektywność i szybkość. Nie łudźmy się, również my - mniszki - narażone jesteśmy na taką pokusę, która nie ma jednak nic wspólnego z gorliwością o dom Pański. Kontemplacja jest darem dlatego nie można się jej nauczyć przez stosowanie różnych metod medytacyjnych. Spośród definicji kontemplacji zebranych w Katechiźmie Kościoła Katolickiego chciałabym przytoczyć jedną: "Kontemplacja jest komunią miłości przynoszącą życie dla wielu". Kiedy gorąco pragniemy komunii z Bogiem i nasze serce tęskni za Jego szczególną bliskością otwieramy się na łaskę kontemplacji. Bóg pragnie udzielać każdemu tej łaski. Trwając przed Nim wsłuchujemy się w mowę serc ludzi na całym świecie.
Wzruszyło mnie kiedyś opowiadanie o modlitwie starca Sylwana (1866 - 1938) mnicha z Góry Atos. Kiedyś modlił się w intencji pewnego człowieka Mikołaja. który w poszukiwaniu pracy był zmuszony opuścić żonę i dziecko. Starzec Sylwan w taki sposób dzieli się swoim doświadczeniem modlitwy: "Na początku modliłem się ze łzami współczucia za Mikołaja, jego młodą żoną i małe dziecko, kiedy jednak modliłem się zaczęło we mnie wzrastać poczucie Boskiej Obecności i w pewnym momencie stało się tak mocne, że przestałem widzieć Mikołaja, jego żonę, dziecko, ich potrzeby, ich wioskę i stałem się świadomy jedynie Boga. Coraz głębiej byłem też pochłonięty odczuciem obecności Bożej, aż nagle, u szczytu tego odczucia spotkałem miłość Bożą dzierżącą Mikołaja, jego żonę, jego dziecko i wówczas wraz z tą miłością Bożą zaczynałem znowu się modlić za nich". Iść drogą kontemplacji to poddać się wszechogarniającej miłości.
Założycielka redemptorystek - sługa Boża - Matka Celeste Crostarosa w swoim niewielkim dziele "O stopniach modlitwy", w ostatnim rozdziale pisze. "Modlitwa jest miłością, którą Bóg wlewa w człowieka dla potrzeb Kościoła, społeczeństwa, jakiegoś grzesznika lub dusz czyśćcowych, zgodnie z upodobaniem Pana. Ze względu na pożytek i doskonałość wielu Bóg wlewa w modlącego się człowieka wewnętrzny impuls, rodzący się z zaufania do Boga. Wewnętrznym spojrzeniem, w duchu dziecięctwa i przepełniony ufnością, przedstawia swojemu Bogu to, czego oczekuje. Ale to Bóg sam jest tym, który go porusza, chcąc rozlać miłosierdzie na swe stworzenia".
Pragnienie kontemplacji nie jest więc pragnieniem oderwania się od tego, co ziemskie, nie jest odseparowaniem się od świata, ale raczej przyjęciem go i serdecznym objęciem w sercu. "Bo Bóg tak umiłował świat, że Syna swego Jednorodzonego dał..." W tym Jubileuszowym Roku przeżywamy z wdzięcznością prawdę o Wcieleniu. Bóg dał nam, żyjącym na tym świecie, swego Syna. Dał Go nam z miłości. Kontemplacja wprowadza nas w tę miłość, ale nie jest bynajmniej, jak pisał o. Tomasz Merton "środkiem znieczulającym". Kontemplując bowiem miłość Boga, zajmując się tylko Nim, jesteśmy zaproszeni do dzielenia Jego troski o zbawienie tego świata. Kontemplacja nie oddala od niepokojów i problemów współczesnego człowieka. Zajmowanie się jedynie Bogiem, pragnienie coraz intymniejszego z Nim kontaktu otwiera szeroko serca na potrzeby braci. Kontemplacja podtrzymuje - jak ktoś pięknie powiedział - ludzkie ciepło w naszych sercach, abyśmy potrafili dostrzegać to, co najistotniejsze, a często niewidoczne dla oczu. Dar kontemplacji owocuje jakąś nową wrażliwością, która uskrzydla nie tylko w kierunku nieba, ale również w kierunku drugiego człowieka. 
|
|
 |