• Media, wydawnictwa, drukarnia
    Portal Kaznodziejski
    Matka Boża Nieustającej Pomocy
  • Menu

    Narodowy Dzień Pamięci Ofiar Ludobójstwa na Wołyniu – świadectwo o. Kazimierza Prończuka CSsR

    Wołyniu

    Po raz pierwszy obchodzimy w tym roku – 11 lipca 2017 r. – Narodowy Dzień Pamięci Ofiar Ludobójstwa, dokonanego przez ukraińskich nacjonalistów na obywatelach II Rzeczypospolitej Polskiej. Dzień ten został ustanowiony 22 lipca 2016 r. specjalną uchwałą Sejmu.

    Na Wołyniu zginęło ok. 100 tys. Polaków. Kolejne kilkaset tysięcy zostało zmuszonych do wyjazdu. W akcjach odwetowych zginęło ok. 15 tys. Ukraińców.

    Jednym z ocalonych z rzezi na Wołyniu był nasz zmarły w 2015 r. Współbrat, o. Kazimierz Prończuk CSsR. Zamieszczamy artykuł na jego temat i samych tragicznych wydarzeń.

    * * *

    Z Kątów k/ Lubomla 4 km od jagiełłowego kościoła z 1412 r. gdzie był ochrzczony. Urodzony 17.04.1932 r. W domu było ich dziesięcioro. Zamożna rodzina, gdzie ojciec wystawił duży dom pod blachą – były ogrody i sad i sporo gruntów ornych. Szkołę rozpoczął w Kątach. Wojna przerwała rodzinne szczęście.

    31.08.1943 r. UPA wraz Ukraińcami z sąsiednich chutorów – wymordowali i spalili Kąty. Wymordowano ponad 300 osób w tym rodzinę Prończuków. Ocalał ojciec, dwóch braci i dwie siostry. Kazimierz jedenastoletni chłopiec wraz z ojcem i bratem , zbijali w Lubomlu trumny – swoim najbliższym a po dwóch dniach od mordu – pojechali po umęczone zwłoki matki rodzeństwa. Zapamiętany widok był okropny – pobitych siekierami matkę z małymi dziećmi – posadzono opartą o grusze na ławce i pokładziono na jej kolana zwłoki pobitych dzieci. Ukraińcy szydzili – że to pomnik Matki Polki! Wszystko to i sceny mordu widział ukryty w pobliżu domu. Pochowali w skrzyniach, na lubomelskim cmentarzu od drogi. Ojciec tak przeżył, tą gehennę, ze w kilka tygodni dostał paraliżu nóg a potem, jesienią 1943 r. zmarł w Lubomlu z tęsknoty za utracona rodzina.

    W 2012 r. podczas jedenastej podróży do Polski z Argentyny O. Kazimierz zaprowadził nas w Lubomlu nad kopczyki z kośćmi najbliższych i tam opowiedział sceny z mordu i pochówku. Była to najtragiczniejsza opowieść, jaką słyszałem o pomordowanych z Wołynia.

    Tułacze sieroty z pomocą dobrych Ludzi, przyjechali do Chełma. Przygarnęła go siostra Maria Sacharuk w Depułtychach Starych. Po niedługim czasie, znalazł opiekunów w Chełmie w Ochronce Sióstr zakonnych na Górce w Chełmie. Tutaj ukończył szkołę podstawową i I LO im. Czarnieckiego. Tutaj spotkał wielu Wołynian i odnalazł sens życie. Osobowością szczególną stała się jego ulubiona nauczycielka Zofia Książek, Wołynianka z Krasiłowa – patriotka, pobożna arcypolka – mająca szacunek u inteligencji i uznanie u wychowanków. Z nią był w duchowym i listownym kontakcie – całe życie. Zmarła 21 lipca 2015 r. w wieku 107 lat – przeżywszy swego wychowanka Kazia.

    Młody Kazio Seminarium Redemptorystów ukończył w Toruniu a w 1951 r. nowicjat i 2.08.1951 r w święto Matki Boskiej Anielskiej złożył śluby zakonne. W Tuchowie ukończył teologie i tam otrzymał święcenia kapłańskie 6.04.1958 r. Prymicje sieroce odprawił w kościele Wszystkich Świętych w Depułtyczach Starych k/Chełma w 1958 r. Praca kapłańska zatrzymała go w Skarżysku Kamiennym, Zamościu i Warszawie – poczym na ochotnika, cierpiąc swoje sieroctwo – zapragnął wyjechać na resztę życia na misje. Zapisał się do Argentyny.

    Od 1960 r. przebywał i pracował w Argentynie w prowincji Resitencia. Po 10 latach w 1971 r. pierwszy raz przyjechał w odwiedziny do Ojczyzny. Tęsknił za Wołyniem ale kordon nie pozwalał, nawet zbliżyć się do granicy. Odtąd przyjeżdżał zdał co 5 lat, potem co 4 lata – z trudem uzbierawszy pieniędzy na lot do Polski. W moim domu, kilkakrotnie goszcząc opowiadał o swojej szalonej pracy, budowie kaplic, posłudze ludziom – o spotykanych tam potomkach Wołynia z czasów emigracji za chlebem, nawet o Polach spod Lubomla. Chwalił tamtych tubylców a Boga za to, że kraina gdzie pracował była pełna pięknej przyrody, owoców i kwiatów. Kochał swoje misje i Ludzi stamtąd a tęsknił do spalonych Katów.

    Miał bliskie kontakty i wielokrotne spotkania z Ojcem Świętym Janem Pawłem II. Był znanym i cenionym redemptorysta. 50 – lecie kapłaństwa obchodził u Matki Bożej Chełmskiej, Matki swojego sierocego dzieciństwa i Powierniczki całego życia. Szczególne błogosławieństwo otrzymał wtedy od Zofii Książek – swojej wychowawczyni. Ją odwiedzał za każym pobytem i zawsze przez kilka godzin – trwał dyskusja nas kształtowaniem ludzkiego charakteru i miłości do Polski i Wołynia.

    Czerwiec 2012 r. spędził po raz ostatni w Chełmie i okolicy, odwiedzając dalekich krewnych i Wołynia. Wszystkim błogosławił i w okolicznych kościołach odprawiał Msze św. za pomordowanych na Wołyniu, za żyjących i dobrodziei. Kilkakrotnie odwiedził Antykwariat Kresowy – kładąc na jego progi swoje błogosławieństwo misyjne. Czekaliśmy na rok 2016. i jego kolejny powrót do Polski.

    W niedzielę 12.07.2015 r. podczas mojej podróży do Stawiska i Żelazowej Woli – otrzymałem telefon z wieścią o śmierci zakonnika. Zmarł w rocznicę krwawej niedzieli na Wołyniu – 11.07.2015 r. w Argentynie. Liczył 83 lata życia pracowitego, pobożnego z wołyńską dobrocią i charyzmą. W Argentynie jest Dom Misyjny jego imienia i wiele kaplic, które budował ciężką praca. Śmierć Ojca Kazimierza okryła smutkiem wiele rodzin Wołynia rozsianych po chełmskim Nadbużu i całym świecie – od czasów wygnania nas z Wołynia.

    Pozostanie w pamięci jego cień i dobroć! Ocalony cudem z ukraińskiego mordu – nie maił nienawiści do oprawców, ale mówił twardo i stanowczo o hańbie jak pozostaje na Ukraińcach – mordercach tysięcy niewinnych Polaków na Wołyniu i Kresach.

    za kresowym pozdrowieniem – Krzysztof Kołtun

    za: rymacze.pl

    Na zdjęciu pomnik upamiętniający ofiary Rzezi Wołyńskiej, odsłonięty 11 lipca 2013 r. w Warszawie – fot. Krzysztof Stępkowski

    Udostępnij