• Portal Kaznodziejski
    XXV Kapituła Generalna
    Matka Boża Nieustającej Pomocy
  • Menu

    Redemptorysta – misjonarz, to brzmi dumnie i zobowiązująco!

    Był 1977 rok, kiedy po raz pierwszy zobaczyłem i usłyszałem redemptorystów misjonarzy, głoszących w mojej rodzinnej parafii rekolekcje maryjne. Zakładali wtedy Nowennę do Matki Bożej Nieustającej Pomocy. Świętej Pamięci o. Leon Dziemecki porywał ludzkie serca słowem Bożym, a swoim talentem „powołaniowym” zachęcał nas, ministrantów, do poznania redemptorystów. Słuchając go, pomyślałem sobie, że chciałbym tak głosić, w taki sposób przemawiać do ludzkich serc. Tak zaczęła się ta Boża przygoda na drogach misyjnych i trwa już od 31 lat.

    Jednak nie od razu po święceniach mogłem pójść do Tirocinium, czyli specjalnego studium przygotowującego do głoszenia misji i rekolekcji. Przez 16 lat pracowałem w duszpasterstwie. Ta posługa pomogła mi lepiej poznać ludzkie problemy i jeszcze bardziej zbliżyć się do drugiego człowieka. Zrozumiałem wtedy, że świat potrzebuje Boga, a ja mogę nieść Go swoim braciom i siostrom. Pracując w duszpasterstwie jako wikariusz, a później proboszcz, musiałem zatroszczyć się o wiele spraw materialnych, bytowych, związanych z kościołem czy klasztorem. Nie zdawałem sobie wtedy sprawy, że to pomoże mi również jako misjonarzowi nawiązywać lepszy kontakt na pracach rekolekcyjnych i misyjnych z księżmi proboszczami. Jednym słowem, było z nimi o czym porozmawiać. Niektórzy radzili się mnie w sprawach remontów czy wystroju kościoła, inni w kwestiach duszpasterskich.

    Po 16 latach pracy w duszpasterstwie poprosiłem o możliwość wstąpienia do Tirocinium, które odbywało się w Tuchowie. Prowadził je o. Grzegorz Jaroszewski. Po roku szkolenia misyjnego otrzymałem krzyż misjonarski i ruszyłem na kolejną placówkę, do Braniewa. Tutaj razem z o. Ludwikiem Obalem, ówczesnym rektorem braniewskim, i o. Leszkiem Zabdyrem zacząłem wyjeżdżać na moje pierwsze prace misyjne. Od tych ojców misjonarzy uczyłem się, jak konkretnie prowadzić Misje Święte i nabożeństwa misyjne oraz jak robić ogłoszenia misyjne, które są bardzo ważne, jeśli chcemy, aby misje gromadziły coraz więcej wiernych.

    W czasie mego pobytu w Braniewie prowadziłem wiele misji i rekolekcji przygotowujących parafie do przyjęcia obrazu Matki Bożej Jasnogórskiej. W tym czasie odbywała się peregrynacja obrazu Matki Bożej Częstochowskiej w diecezji zamojsko-lubaczowskiej, dlatego tam najczęściej jeździliśmy. Muszę powiedzieć, że były to przepiękne chwile. Misje związane z uroczystościami maryjnymi mają jakiś szczególny charakter. Czujemy, że to Maryja swoją matczyną miłością przyprowadza wielu do swojego Syna. Ludzie w tej diecezji przyjmowali nas bardzo serdecznie, życzliwie. Pamiętam, że w jednej z małych wiejskich parafii w diecezji zamojsko–lubaczowskiej po skończonych misjach ludzie do nas podchodzili i mówili: „Proszę ojców, chodziliśmy na misje przez cały tydzień, potem jeszcze cała doba nawiedzenia, i co? Już koniec? Co my teraz będziemy robili? Nie odjeżdżajcie, pozostańcie z nami!” Oni żegnali nas ze łzami w oczach. Gorliwość tych ludzi, ich rozmodlenie, spowiedzi święte, to wszystko ogromnie nas budowało. To my wyjeżdżaliśmy z takich misji umocnieni ich wiarą i miłością do Boga i ludzi.

    Nie zapomnę wieczornych Apeli Maryjnych. One są bardzo ważne w czasie misji, ponieważ gromadzą również tych, którzy, z powodu pracy, nie mogą przyjść na żadną z wyznaczonych godzin misyjnych. Dużo śpiewu ku czci Matki Bożej, modlitwy spontaniczne, dziękczynne i prośby, podsumowanie dnia misyjnego krótkim słowem – to wszystko sprawia, że dzień misyjny jeszcze bardziej utrwala się w naszym sercu i lepiej go przeżywamy. Pamiętam misje św. we Fromborku, w katedrze. Świątynia ogromna, ludzi na spotkaniach misyjnych sporo, a na Apelach Maryjnych był już cały kościół wiernych. Któregoś wieczoru podeszła do mnie jakaś pani i zaproponowała: „Ojciec na tych apelach gra na gitarze, a czy mój wnuczek, który przychodzi razem ze mną na te Apele Maryjne, mógłby się włączyć i zagrać na skrzypcach?” „Oczywiście” – odpowiadam. Na kolejnym apelu ten wnuczek, licealista, cudownie grał na tym instrumencie. Gdy zagraliśmy i zaśpiewaliśmy pieśń o. Alfonsa Klamana, „Milionami otoczyły Twój gród”, i jeszcze wiele innych pieśni, to wytworzyła się niesamowita atmosfera. Zdarza się, że ta atmosfera wieczornej wspólnoty modlitewnej podprowadza wielu wiernych do konfesjonału. Niejednokrotnie siedzieliśmy do późnych godzin i słuchaliśmy spowiedzi, bo właśnie wtedy niektórzy ludzie chcieli pojednać się z Bogiem.

    Ważnym momentem w czasie rekolekcji i misji jest śpiew i wspólna modlitwa przed rozpoczęciem nabożeństwa rekolekcyjnego czy misyjnego. Tak się złożyło, że gitara towarzyszy mi od wielu lat, i chociaż tych lat życia przybywa i może już z gitarą nie wypada wychodzić na ambonę, to jednak robię to, bo widzę, że to pomaga wielu ludziom przeżywać ten święty czas. Nawet jedna tylko pieśń, która została w pamięci i sercu ludzi, pomaga im wracać myślą do przeżyć rekolekcyjnych czy misyjnych. Wiele osób mówi mi o tym.

    Jeden z księży proboszczów, kiedy zobaczył, jak wynoszę na plebanię gitarę, powiedział:„A to po co? Tu trzeba głosić, a nie koncerty dawać!” Powiedziałem, że biorę gitarę na plebanię, ponieważ boję się, że w samochodzie może być zbyt wilgotno, a to nie służy instrumentowi. Po pierwszych spotkaniach misyjnych w tej parafii odważyłem się jednak wziąć gitarę, zagrać i zaśpiewać. To było na spotkaniu z dziećmi. Dzieci było tam około tysiąca. Gdy zaśpiewały, to dreszcz szedł po plecach. Widziałem, jak ksiądz proboszcz chodził pod chórem i obserwował, co się dzieje. Jednak tego dnia nic mi nie powiedział. Na drugi dzień szedłem na spotkanie z dziećmi bez gitary, a ksiądz proboszcz mnie spotkał i zapytał: „A gdzie gitara? Brać gitarę, proszę ojca, brać gitarę i śpiewać!”

    Jako misjonarz zawsze zastanawiałem się, jak głosić, żeby ludzie to rozumieli i przyjęli sercem, żeby zbliżyli się do Boga, żeby się nawracali. Zrozumiałem jedno – trzeba mówić w sposób prosty i obrazowy. Przed każdym kazaniem trzeba Bogu polecać wszystkich uczestników spotkania i prosić o Jezusową miłość dla słuchaczy oraz o Jezusowa miłość w tych słowach, które będą wypowiadane. Chrystus daje swoje światło i miłość, a wielu misjonarzy mówi, że często wypowiadali treści, których nie przygotowywali. To działo się pod natchnieniem Ducha Świętego, to była ta Jezusowa miłość.

    Bywało, że wychodziłem na ambonę, głosiłem kazanie i wydawało się, że poszło mi ono bardzo dobrze, jednak odzewu wśród wiernych nie było. Innym razem schodziłem z ambony jakiś taki pokonany, w poczuciu, że to kazanie zupełnie mi nie poszło, a jednak w konfesjonale odbywała się później jedna, druga i kolejna spowiedź z wielu lat życia. Chętnie siadam do konfesjonału na rekolekcjach i misjach, bo wtedy mogę się przekonać, czy jest jakieś echo słowa, które głosiłem. My siejemy, a Jezus się nami posługuje. On ma dla każdego swoje słowo. Na misjach w Kielcach po kazaniu przyszedł do mnie jakiś młody człowiek i spytał, czy to kazanie, które wygłosiłem, będę głosił też wieczorem, ponieważ chce, aby jego żona również go wysłuchała. Powiedziałem, że tak. Ucieszył się i powiedział, że to kazanie otworzyło mu oczy i serce na Boga. Dawno nie był u spowiedzi, a teraz chciał z niej skorzystać. A żona? Wprawdzie wysłuchała kazania, jednak, jak później powiedziała, nie przeżyła tego tak, jak mąż. Dlaczego? To jest tajemnica Jezusowego siewu.

    Ten rok duszpasterski przeżywamy pod hasłem: „Idźcie i głoście”. Wolą Boga jest, aby to ludzie zanieśli Jego samego swoim braciom i siostrom. Dlatego właśnie powołuje On misjonarzy. Misje to odpowiedź na wezwanie Chrystusa: „Idźcie więc i nauczajcie wszystkie narody, udzielając im chrztu w imię Ojca i Syna i Ducha Świętego. Uczcie je zachowywać wszystko, co wam przykazałem. A oto Ja jestem z wami przez wszystkie dni, aż do skończenia świata (Mt 28,19n). Niech te słowa zachęcają nas do tej pięknej, choć niełatwej misji głoszenia i bycia świadkiem. Misjonarz – to brzmi dumnie i zobowiązująco!

    o. Jan Ćwikowski CSsR, misjonarz ludowy

    Przewodniczący Sekretariatu Misji i Rekolekcji Prowincji Warszawskiej Redemptorystów

    „Rodzina Odkupiciela” – biuletyn WSD Redemptorystów w Tuchowie, nr 1 (77) 2017, s. 14-17.

    Udostępnij